Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Niemena sposób na życie

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Niemena sposób na życie

Niemena sposób na życie

20.02.14

Natalia Niemen koncertuje z własnym programem, ale część jej pracy artystycznej to rozpowszechnianie twórczości ojca. Wspólnie z mamą i młodszą siostrą Eleonorą, kontynuują Niemena sposób na twórczość i życie. W styczniu minęła 10. rocznica Jego śmierci.
W drugiej części wywiadu, szczerze opowiedziała nam co oznacza bycie córką Czesława Niemena, jakie było stanowisko ojca w kwestii ochrony twórczości, a także jak bardzo bolały go działania innych, o których sam pisał.

 

 

Minęła 10. rocznica śmierci Czesława Niemena. Co wydarzyło się przez ten czas?

Cóż, od śmierci taty zdarzyło się w życiu moim, oraz w życiu moich bliskich, bardzo wiele. Długo by opowiadać. Ja na pewno bardzo dojrzałam. Stało się to, a raczej stawało, w procesie upływu lat. Odpowiedzialne jest za to cierpienie, które - tak! - uszlachetnia. W kontekście Czesława Niemena, niestety nie sposób pominąć faktów negatywnie zabarwionych. Mianowicie festiwalu amatorki, frustracji i nienawiści kilku złych ludzi, którzy w odwecie, iż nie chcemy przyklaskiwać ich nieprofesjonalnym, antyniemenowskim pomysłom i działaniom, zaczęli robić mojej mamie, siostrze i mnie, a też samemu Czesławowi Niemenowi, czarny PR publicznie. Już niemalże dzień po śmierci taty poczęli dzwonić do mamy dziwaczni osobnicy. A to jeden chce zrobić w Poznaniu Niemenland (patrz: Graceland), inny chce dołączyć do „Przyjaciółki” czy innej „kumpelki” płytę CD z największymi przebojami Niemena (wiadomo - mistrz umarł - można na jego śmierci niezłą kasę zbić). I dzwoni, nie po to, by zapytać mamę o zdanie, ale tylko po to, by ją poinformować, że tak właśnie zrobi. Piękne! Niemen, który był totalnym przeciwnikiem dodawania płytek do gazetek (uważał, że to psuje rynek i doprowadza do tego, iż sztuki nie będzie się poszukiwać, jak drogocennego, niewiadomo gdzie zakopanego skarbu, ale że będzie ona niczym łatwa dziewczyna. To obniża poziom sztuki i niszczy charakter odbiorcy).

 

Tobie jako pierwszej opowiem, jaką żenującą propozycje ja otrzymałam. Otóż: pięć miesięcy po śmierci taty urodziłam pierwszego syna. Byłam w żałobie, w depresji oraz w nowej, wytęsknionej roli matki. Słowem - emocjonalny chaos. Parę tygodni po narodzinach syna zadzwoniła do mnie wesoła dziennikarka z pewnego kolorowego tygodnika, pretendującego do miana tego z wysokiej półki. Pani rozpoczęła szczebiotać, że redakcja bardzo by chciała zrobić ze mną wywiad, jako obolałą - parafrazuję oczywiście - córką zmarłej Legendy, która przecież ma tak ciężko, bo jest w żałobie, a tu jeszcze synek się urodził. Ojej, ale to by się sprzedało! To jeszcze nawet całkiem małe piwo (chociaż osobiście nie mieści mi się w głowie, jak osoby publiczne, gdy stracą tak bliską osobę, są w stanie udzielić w żałobie, na „świeżaka”, wywiadu? Dać się obfotografować ze smutna miną, albo w smutnym miejscu? Mnie to strasznie brzydzi). Ale „najlepsze” miało dopiero nastąpić. Pani bowiem ciągnie: „I tak bardzo byśmy chcieli, by pani udzieliła nam wywiadu, że zapraszamy panią na wyjazd do ciepłych krajów wraz z mężem i synkiem. Zrobimy Wam tam sesję fotograficzną, która okrasi później wywiad”. Oniemiałam...! Ja? Miałabym kupczyć śmiercią własnego ojca? Swoimi emocjami? Obnażać światu swój ból? Nie do wiary!... Zabrakło mi języka w gębie, tak bardzo byłam zaszokowana i oburzona ową propozycją. Ale myślę sobie: „Nie ze mną te numery, Bruner!”. A pani redaktor ciągnie dalej: „To byłaby też dobra promocja dla pani”. Chyba spadnę z krzesła! Nawet teraz, gdy sobie przypominam tę sytuację sprzed niespełna dziesięciu lat, coś się we mnie burzy. Przytaczam taki konkret ze swojego osobistego ogródka. Chodzi mi o to, że zostałyśmy same bez przywódcy stada. I musiałyśmy nauczyć się odganiać sępy - mniej lub bardziej natrętne i o różnych kalibrach „wybitnych” pomysłów. I nauczyłyśmy się. Przez te 10 lat musiałyśmy stawić czoło osobom, które bezpardonowo naruszały prawa twórcze Czesława Niemena. Może teraz, po tych latach pomyślą, zastanowią się i... daj im Bóg zmianę tropu rozumowania oraz czynienia. Daj Bóg.

 

foto Marta Antczak
fot. Marta Antczak

 

Tata już 20 lat temu nie bał się głośno mówić o osobach, które naruszają jego prawa twórcze. Co najbardziej go bolało?

Samowolka tych ludzi. Sięganie osób postronnych po nieswoją własność, z uśmiechem na ustach i z lekkim sumieniem. Proceder rodem z poprzedniej, barbarzyńskiej epoki, wywodzącej się z hasła: „wolność, równość, braterstwo”, której to bezsensownej myśli ojciec był absolutnym wrogiem. Jeśli wszyscy są równi, to znaczy, że nikt nie jest równy.

 

Czyli poparł by Legalną Kulturę?

Jestem pewna, że użyczałby Legalnej Kulturze z nieopisaną radością swojej twarzy, głosu oraz ważkich i błyskotliwych przemysleń. Być może pisałby dla Was i generalnie popierał Wasze inicjatywy całym sercem. Legalna Kultura jest taką jakby wyspą prawego, kulturalnego i po prostu mądrego podejścia na naszym polskim, cwaniackim, postpeerelowkim oceanie pt. „wszystko jest wspólne”. W Polsce w kwestiach prawa autorskiego, prawa własności intelektualnej, mentalnie jest nam bliżej do Rosji, niż do Europy. Tak mawiał sam Niemen.

 

Ty poparłaś po przedstawieniu dosłownie w dwóch zdaniach idei kampanii. Rozumiem, że problem nie jest Tobie obcy?

No, tak. Tak jak mój tata za życia borykał się z różnej maści piratami, a pośrednio ja, siostra i mama też, tak po jego śmierci zostałyśmy z problemem same, a moc natarcia takich ludzi – zwiększyła się. Wiadomo, męski przywódca stada odszedł, zostały kobiety, to zapewne nic nie wiedzą, nie umieją i da się je „ulepić”. Przez te 10 lat od śmierci ojca - właściwie już po kilku dniach od jego odejścia to się zaczęło - miałyśmy do czynienia z osobami, które z niezwykłym tupetem sięgały po naszą właśność (np. koncertowe nagrania ojca, które były li tylko nagraniami poglądowymi, których to nie miał zamiaru udostępniać ogółowi, a pewne osoby ot tak sobie owe nagrania bezprawnie wydały). Dużo i długo by opowiadać. To materiał na gruby tom.

 

Od początku byłaś świadoma swoich praw jako twórcy i wykonawcy?

Nie do końca. Jestem typem wrażliwca, dość poetycznie ogarniam rzeczywistość i sprawy przyziemne, toteż musiałam się nauczyć, że takowe prawa posiadam ja i każdy twórca. Ostatnio przeczytałam gdzieś piękne zdanie: „Jestem artystą, ale to nie znaczy, że pracuję za darmo.” W społeczeństwie dość często funkcjonuje kilka mitów o artystach. Jeden z nich, to takowy, iż artysta - równa się - celebryta, w związku z czym ma dużo kasy za strojenie min i za dobrą zabawę. Inny mit skomentuję słowami babci mojego kolegi pianisty: „To, co ty synku w życiu robisz? Jaką masz pracę? - Babciu, jestem pianistą, gram na fortepianie. - No, ja wiem, że ty na klawiszach grasz, ale jaką masz pracę?”

 

foto Mateusz Otremba                fot. Mateusz Otremba

 

Miałaś kiedyś odczucie, że ludzie myśleli, że o Natalii Niemen będzie głośno, skoro jest dziedziczką takiego nazwiska? Myśleli i zarzucali, że będziesz chciała wykorzystać popularność ojca?

Oj! Od samego początku śpiewania tak słyszałam. Wielu ludzi nienawidzi mnie tylko dlatego, że jestem córką Niemena. I czegokolwiek nie zrobię, zawsze bedzie dla nich źle. Śpiewam cicho - znaczy mam słaby głos, a tata miał mocny. Śpiewam głośno - znaczy nie umiem śpiewać, tylko krzyczeć, a tata przecież tak pięknie śpiewał. Śpiewam pop - fatalnie. Śpiewam gospel - jeszcze gorzej, bo nawiedzona wariatka, która jest beztalenciem i pewnie dlatego w kościołach śpiewa, bo jakby talent miała, to by w telewizji występowała. Występuję w telewizji - znaczy mam chody i parcie na szkło. Śpiewam piosenki ojca - nie mam nic do powiedzenia jako ja, to jadę na ojcu. Zapewne jak ci ludzie usłyszą moje kompozycje, też coś wymyślą... może, że za mało Niemena w Niemenie? (śmiech). Biedne są te ludziki i śmieszne... Mój ojciec na takich mówił: „Co mówią, to z biedy mówią”.  Tak, tak. A to są kolejne mity o muzykujących dzieciach znanych muzyków: „Ta to ma łatwo, bo tatusia ma znanego”, „Tatusia ma znanego, ale nic nie umie to beztalencie, ale gdyby nie tatuś, to by nic nie znaczyła”, „O, na nazwisku jedzie”, „Na sławie ojca żeruje”. Obie wiemy, że są to przykłady przemyśleń troglodytów emocjonalnych, ludzi wielce sfrustrowanych, nie radzących sobie z własnymi bolesnymi doświadczeniami, odrzuceniami oraz, że takie zdania nie mają znaczenia dla rzeczywistej wartości osób obrzucanych przez takich jadowitych ludzi. Jednak owego jadu jest sporo i każda latorośl z muzycznej familii tego doświadcza. Przykra rzeczywistość, natomiast nikt nie obiecywał, że będzie łatwo (śmiech).

 

Wspólnie podejmujecie decyzje, co dzieje się z twórczością taty, czy to decyzje Mamy?

Działamy wspólnie, choć mama jest najważniejszą ze spadkobierczyń. To do niej ustawowo należy ochrona praw osobistych mojego taty. W ten zakres wchodzi ochrona nazwiska taty, jego wizerunku i twórczości. Mówi o tym kodeks cywilny oraz ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych (artykuł 78, ustęp 2). Moja młodsza siostra Eleonora jest osobą, która dużo więcej wie ode mnie i bardziej zna się na wielu sprawach. Jest inżynierem dźwięku, co poszerza znacznie jej wiedzę i umiejętności m.in. w zakresie opieki nad dźwiękową spuścizną ojca chociażby.

Ogółem - wszelkie prawa do spuścizny i praw majątkowych po tacie, mamy wszystkie cztery: moja mama, siostra Eleonora i ja, a także córka ojca z pierwszego małżeństwa - Maria. I to jest dla nas oczywiste. Nikt nikogo nie zamierza niczego pozbawiać. Powinniśmy trzymać się wspólnego dobra, a nade wszystko woli ojca, która jest nam wszystkim dobrze znana.

 

Wielu osobom wydaje się, że jak Czesław Niemen zmarł, to już można robić z jego dziełami co tylko się da...

To smutna prawda. Kiedyś nazwałam takie osoby „hienami cmentarnymi”, za co niektórzy się poobrażali. Świadczy to tylko o tym, że nie rozumieją ani kwestii legalności, że tak powiem, ani nie znają tak naprawdę serca Niemena. Obca jest im myśl niemenowska. Zadziwiające jest, iż sami opisują się niemenologami. Na pewno wiedzą sporo w kwestii liczb, dat, ilości wszelkich itd., ale na każdym kroku pokazują, że nie znali duszy Niemena. Święty Paweł w liście do Koryntian napisał, że „wiedza w niwecz sie obróci, miłośc pozostanie”. To wyśpiewywał też ich ubóstwiony idol.

 

Ale nazwisko „Niemen” jednak jest zastrzeżonym znakiem towarowym.

Tak. Chyba nikt tego nie wie, ale mój tata już za życia planował opatentować swoje nazwisko „Niemen”. Dlaczego? Był bezradny wobec swawolnych osób, które bez jego wiedzy robiły sobie z jego twórczością, co tylko chciały. Ojciec nie zdążył tego zrobić, więc mama, doświadczając regularnie samowolki ze strony upartych amatorów, zastrzegła nazwisko „Niemen” w urzędzie patentowym.

 

foto Małgorzata Niemen
fot. Małgorzata Niemen

 

„Przez wszystkie lata byłem zwolennikiem nie upominania się o swoje i wygląda na to, że przyzwyczaiłem licznych cwaniaków do robienia fortun kosztem naiwnego filantropa, jaki jestem z natury.” - Tata zaczął się upominać o swoje prawa, nic więc dziwnego w tym, że spadkobiercy chcą kontynuować jego zamierzenia.

Dla mnie jest to tak naturalne, jak to, że po nocy przychodzi dzień. Przecież to my (mama, siostra i ja) najlepiej znały Czesława Niemna, bo mieszkałyśmy z nim pod jednym dachem przez lat dziesiąt. Nikt, nawet najbardziej bliski przyjaciel czy krewni, tacy jak rodzeństwo nie wie o rzeczonym więcej, niż współmałżonek i dzieci. Zakładając, że takie relacje są bliskie. A między moimi rodzicami była wyjątkowa nić miłosna. Oni byli jednością. Rozumieli się bez słów i wspierali. Mieli identyczne poglądy w wiekszości spraw. Mama była powierniczką tajemnic ojca, jego „Serdeczną Muzą”, jak ją nazywał (taki tytuł nosi jedna z wielu piosenek, które ojciec napisał z miłości do Małgorzaty), a on z radością sprawował funkcję ostoi dla niej. Obserwowałam ich niezwykłą wzajemną, codzienną czułość. Lubili też żartować z siebie nawzajem. Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek się kłócili. Jak mama miałaby czynić wbrew tacie, skoro jej przemyślenia są jego przemyśleniami i na odwrót? Niestety wielu ludzi albo nie jest w stanie uwierzyć w kontrowerysjną i „podprądyzmową” naturę mego ś.p. ojca, albo po prostu mają jakiś swój interes w tym, by robić Małgorzacie Niemen czarny PR. A sprawa jest tak naprawdę bardzo, bardzo prosta. Niemen miał wolę, którą po jego śmierci kontynuuje jego żona. Proste, lecz jak widać nie dla wszystkich.

 

Zajmował się nie tylko muzyką. Trochę pisał... podobno miał więcej pomysłów z różnych dziedzin kultury, niż byłby w stanie za życia zrealizować.

O, tak. To był człowiek - orkiestra. Pisał bardzo dużo. Poezje, które służyły później za teksty piosenek przez niego komponowanych, a także znakomite felietony do pism „Tylko Rock” i „Teraz Rock”. Z wyżej wymienionymi tytułami współpracował ponad dekadę. Był artysta plastykiem. Nigdy się sztuk pięknych nie uczył, był samorodkiem. Wspominał mi kiedyś, iż nieco żałuje, że zarzucił sztuki piękne na rzecz muzyki. Pod koniec życia zainteresował się grafika komputerową. Miał wiele wystaw swoich prac. Interesowały go multimedia. Chciał się w tej dziedzinie rozwijać i miał w tej sferze wiele pomysłów oraz planów. Pamiętam, że sam chciał sobie robić teledyski. Ponadto ojciec miał dryg do stolarki, budowlanki, troszkę lutnictwa (kiedyś podjął się poczynienia kilku drobnych prac naprawczych na moich skrzypcach), krawiectwa (samodzielnie umiał uszyć sobie ubranie). Lubił eksperymentować w kuchni. Hitem była wytrawna jajecznica z jabłkami albo ogórki z miodem (!). Ponadto był to chłop jak dąb, który żadnej pracy się nie bał, niezwykle silny fizycznie. Nie martwił się o palce i dłonie (wielu instrumentalistów lęka się o kończyny potrzebne im do zarabiania na chleb). Umiał zrobić sam prawie wszystko. Jednak są i tego minusy - ponieważ chciał wszystko zrobić sam, innych nie dopuszczał, w efekcie czego do dziś w naszym domu brakuje np. ... balustrady przy schodach (śmiech).

 

To jakie znaczenie ma kultura w życiu człowieka?

Elementarne. Bez kultury, bez sztuki, człowiek dziczeje. Jego wrażliwość nie rozwija się jak należy. Niestety widzimy to na co dzień - większość obywateli, którym nie dane z różnych powodów było obcowanie ze sztuką, nie grzeszy zbytnim, nie tyle znawstwem spuścizny światowej, czy narodowej kultury, co kompletnym upośledzeniem na jej odbiór. Jak ktoś ostatnio napisał na moim FB: „Kończy się Sztuka - kończy się człowiek”. A mój ojciec już pod sam koniec życia zmienił zdanie, iż świat jest piękny i mawiał: „Świat nie jest dziwny. Świat jest coraz bardziej dziki”.

 

Na rynku mamy do czynienia z problemem piractwa, głównie w tej chwili w przypadku muzyki, filmów i e-booków, przenosi się to do Internetu. Jednak w przypadku Czesława Niemena to nadal jawne piractwo materialne. Nie mówimy o udostępnianiu nielegalnie utworów w sieci, a o nielegalnym wydawaniu materiału na płytach! To już nie tyle piractwo, co kradzież twórczości.

Dokładnie tak. Niestety, osoba z bliskich kręgów taty parę lat temu sprzedała w licencję pewnej firmie wydawniczej nagranie, do którego nie ma praw. Mój ojciec dał kiedyś tej osobie amatorski zapis koncertu. Zapis, który, jak każdy inny, miał służyć ojcu w celach edukacyjnych. Profesjonalni muzycy nagrywają własne koncerty, by później je przesłuchać i wyciągnąć wnioski. Ta osoba wybłagała wiele lat temu owo nagranie od taty, który w końcu ulitował się i wręczył jej kasetę. Przy tym ostrzegł, by owo nagranie nie zostało upublicznione. Jak widzimy zbyt często, wola zmarłego rzadko kiedy jest stuprocentowo respektowana... Tak, bez żenady określam takie czyny kradzieżą. W białych rękawiczkach, pod pozorami dobrych intencji, ale kradzieżą. Czynią to osoby lewe, które chcą uchodzić za prawe. Jednocześnie trąbią o swojej rzekomej wielkiej przyjaźni z Niemenem. Jeśli tak go dobrze znały, to dlaczego postępują totalnie wbrew jemu? Odpowiedź na to pytanie nasuwa się sama inteligentnemu czytelnikowi. I jeszcze na koniec - pytanie retoryczne: dlaczego takie osoby nie miały podobnych pomysłów wydawania nieznanych nagrań za życia Niemena?... Bo nigdy by się na to nie zgodził. Swoją drogą, z tego co widzę, mało kto wie, że Czesław Niemen był perfekcjonistą o rzadko spotykanym poziomie onego. To, co podobało się fanom, niekoniecznie musiało się podobać jemu. Ojciec był człowiekiem o silnej osobowości, wiedzącym dokładnie, czego chce i nic nigdy nie robił czegoś nawet pod fanów. Niektórzy mieli o to do niego nawet żal, że na przykład tak długo każe czekać na kolejne płyty. Niemen zawsze pozostawiał taki niedosyt siebie. Ale tacy artyści są najbardziej wartościowi i budzą największy szacunek. Siłą rzeczy, teraz my kontynuujemy ten Niemena sposób na twórczość i życie.

 

foto Mateusz Otremba
fot. Mateusz Otremba

 

To właśnie takim nielegalnym wydawnictwom się sprzeciwiacie. Nie samemu korzystaniu z dziedzictwa.

I znowuż - dokładnie tak. Sprzeciwiamy się samowolnym, lewym działaniom, niezgodnym z duchem Niemena. Jacyś naprawdę zatruci nienawiścią ludzie rozpowiedzieli publicznie, gdzie tylko można było, że Małgorzata Niemen blokuje rozpowszechnianie twórczości męża. Jest to wybitnie złośliwe działanie i to na niekorzyść samego Niemena. To jakis absurd! Moja mama i blokowanie twórczości jej zmarłego męża... dobre sobie! Paranoją jest, iż te osoby same blokują udostępnianie twórczości Czesława Niemena, by potem tak zachachmęcić, tak opinię publiczna zmanipulować, by wyszło na to, że to my blokujemy. Cały czas chodzimy wokół głównej myśli, czyli wagi i konieczności zwrócenia uwagi naszego społeczeństwa na legalne, prawe i uczciwe korzystanie z dziedzictwa kultury. Niemen właśnie taki był - prawy, uczciwy i wiecznie dziwiący się ludzkiej głupocie, cwaniactwu oraz - cytuję samego Niemena - „złodziejskiej mentalności Polaków”.

 

Co czujesz, gdy znajdujesz w sieci materiał, który nie powinien się tam znaleźć – swój lub Taty?

Bezradność i irytację. Zdaję sobie sprawę, że przestrzeń internetowa jest tak rozległa, iż nie da się np. opanować samowolki YouTube’a. Pewne rzeczy są nie do opanowania, dlatego trzeba zadbać o sfery, nad którymi można zapanować. A przede wszystkim uświadamiać, bo prawda jest też taka, że gro ludzi nie ma pojęcia, że źle postępuje, bo nikt nigdy nie wspomniał im o podstawowych zasadach i zwyczajnie o szacunku.

 

Uczucie synów szacunku do twórczości? Mają po kilka lat, ale właściwe postawy należy zaszczepiać od początku.

Może nie tłumaczymy im łopatologicznie: „Synkowie, to jest na świecie tak i tak. Mamy piratów i mamy Legalną Kulturę (śmiech). Róbcie tak, a tak nie czyńcie”. Oni nas raczej obserwują, przysłuchują się naszym rozmowom, dorastają w pewnej, konkretnej atmosferze i „łykają”. Czas na wyłuszczanie tego typu spraw przychodzi w konkretnych sytuacjach. Na przykład, kiedy chcieli zobaczyć jakiś film w Internecie, który był dostępny z nielegalnego źródła, skorzystaliśmy z okazji i wytłumaczyliśmy, dlaczego nie możemy tego zrobić. Na początku argumentowali, że przecież kolega już z tego źródła owy film oglądał. Także są to sytuacje, które rodzą pytania, a te z kolei przyczyniają się do rozwinięcia świadomości maluchów.

 

A sama przeglądając Internet zwracasz uwagę na to, z jakich źródeł korzystasz?

Tak. Mam bzika na tym punkcie. Nigdy niczego z sieci nie ściągałam. Nie wyobrażam sobie, bym mogła np. za darmo (czy nawet odpłatnie!) ściągnąć czyjąś muzykę z nielegalnego źródła, bo wiem, ile nakładu ciężkiej pracy, czasu, pieniędzy, ofiary to autorów kosztowało. Kiedy spodoba mi się szczególnie jakaś płyta, a widze, że słono trzeba zapłacić, wolę poczekać, aż będzie mnie stać na jej kupno. Czasem trwa to latami, bo inne potrzeby są ważniejsze. Nie wyobrażamy sobie również z mężem, byśmy sobie mogli za darmo oglądać filmy z nielegalnych źródeł w Internecie. Jest to ewidentna kradzież. Nie mam sumienia robić takich rzeczy. Wyniosłam takowe podejście z domu rodzinnego. Są to dla mnie rzeczy po prostu bezdyskusyjne.

 

W Internecie można posłuchać dwóch utworów w Twoim wykonaniu, niedawno przez Was zamieszczonych. Są momenty, w których brzmisz zupełnie jak tata. Takie samo podejście do dźwięku, ta sama ekspresja i wreszcie taka sama barwa głosu. Tata był Twoją inspiracją?

Nie, tata nie był moja inspiracją w sensie świadomym. Jeśli widać i słychać we mnie Niemena, to tylko dlatego, że po prostu jestem jego córką i posiadam geny m.in. własnego ojca. Ale to przecież takie normalne. Natomiast inspirowałam się jego inspiratorami wokalnymi czy kompozytorskimi, i pewnie również stąd takowe wrażenia ze strony odbiorców. Po latach wyszło ze mnie bardzo wiele podobieństw do rodziciela. Wydaje mi się, że w taki sposób właśnie działa upływający czas. Wraz z procesem dojrzewania wychodzą na wierzch cechy naszych rodziców, przodków.

 

 

A masz pomysł, jak mówić do ludzi, zwłaszcza młodych, żeby zwracali uwagę na to, z jakich źródeł korzystają?

Nie mam jakiś prześwietnych pomysłów. Osobiście po prostu staram się korzystać z każdej okazji, by o problemie oraz o potrzebie zmian, trąbić wszem i wobec. Zdaję sobie jednak sprawę, iż jeszcze wiele wody upłynie w Wiśle, zanim Polacy pojmą, iż odwieczne prawa dotyczące hołubienia takich wartości jak uczciwość, prawość, swoista czystość umysłu - która jest zaprzeczeniem naszego nagminnie stosowanego, narodowego cwaniactwa - są dane z Niebios tylko po to, by - paradoksalnie dla wielu - żyło nam się łatwiej (nie znaczy, że wszystko nam przychodzi łatwo, a pragnienia są spełniane w te pędy), szczęśliwiej - nie ten jest szczęśliwszy, kto sobie uzbierał więcej i spełnił własne zachcianki, lecz ten, który potrafi się samokontrolować, oraz spokojniej.

 

Zdradzisz nam na koniec w kilku słowach, jaki był tata? Czesław Niemen jakiego nie znamy.

Zacznę od tego, że mój tata był człowiekiem bardzo specyficznym. Czasem trudnym. Jednocześnie ciepłym. Był wybitnie przekorny. Kiedy w grudniu, podczas wizyty w Grodnie i w Wasiliszkach, spotkałam się z naszą rodziną tam zamieszkałą, usłyszałam od jednej z krewnych taty następującą historię. Działo się to niespełna 60 lat temu. Wydrzyckim powodziło się najlepiej we wsi, dzięki talentom oraz ciężkiej pracy seniora rodu, Antoniego Wydrzyckiego. Jego krewnym czasem brakowało, np. jedzenia. Ktoś od nich poszedł do Wydrzyckich. Drzwi otworzył Czesław. Usłyszał, że u nich ciężko, nie mają co jeść i by dał trochę chleba, choć okruszynę. Krewnej wszak nie chodziło dosłownie o okruszynę. Tata zniknął w głębi domu, po czym wrócił z... okruszkiem chleba (śmiech). Wszystko się dobrze skończyło, bo młody Czesław podzielił się oczywiście większym fragmentem pieczywa. Jednak ta historia jest jedną z dziesiątek świetnie obrazującą przekorę Niemena, balansującą nawet na granicy złośliwości. Trzeba go było dobrze poznać, by „skumać” ten jego trudny żart. Oczywiście, gdy byłam dzieckiem i nastolatką, ni w ząb pojąć nie mogłam podobnych odpowiedzi. Na przykład dość często na pytanie: „Kiedy?” - słyszałam z ust taty: „Wtedy jak przyjda Szwedy”. Albo na pytanie: „Dlaczego?” - padała odpowiedź: „Dlatego, albowiem, iż, ponieważ, że...” (śmiech). Jak wspomniałam był też czuły i troskliwy. Te cechy uwypuklały się u niego pod koniec życia, gdy już wiedział, że jest chory. Wyspokojniał, częściej się uśmiechał. Był człowiekiem o szerokim i różnorodnym wachlarzu cech charakteru. Ot, prawdziwy artysta.

 

 

Rozmawiała Marta Antczak

 
Przeczytaj rozmowę Piotra Metza z Natalią Niemen ->>

 
Wyjątkowe zdjęcia Czesława Niemena udostępnione zostały przez Małgorzatę Niemen, wyłącznie dla Legalnej Kultury, i są własnością autorki. Dziękujemy!

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Spodobał Ci się nasz artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 👍


Do góry!