Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Piotr Adamczyk - Narzeczony na niby

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Piotr Adamczyk - Narzeczony na niby

Piotr Adamczyk - Narzeczony na niby

Różne są zasady grania komedii. Jedna z nich mówi, że jeśli nie gra się głównej roli, a tylko postać wspomagającą, to można sobie pozwolić na "grubszą kreskę". I to właśnie robię - mówi Piotr Adamczyk o postaci Darka, którego gra w filmie "Narzeczony na niby".


W filmie „Narzeczony na niby” gra Pan Darka, reżysera filmowego – dość barwną postać, niekoniecznie pozytywną. W takim wydaniu jeszcze Pana nie widzieliśmy?

To prawda, takiej postaci jeszcze nie grałem. Darek jest śliskim, okropnym i nierzyjemnym facetem. Nie chciałbym mieć takiego znajomego. Gdyby ktoś taki pojwił się w kręgu moich znajomych od razu usunąłbym go z FB i zablokował jego telefon. Mówię szczerze jako człowiek, natomiast jako aktor staram się go usprawiedliwić. Nikt nie myśli o sobie, że jest zły - zwłaszcza tego typu zakochane w sobie buce - dlatego staram się dać mu takie wewnętrzne nieszczęście. W życiu nie ma ludzi jednowymiarowych, w filmach również. Różne są zasady grania komedii. Jedna z nich mówi, że jeśli nie gra się głównej roli, a tylko postać wspomagającą, to można sobie pozwolić na "grubszą kreskę". I to właśnie robię. Dodatkowo komediowość sprawia, że negatywne postaci w odbiorze nabierają sympatycznego wyrazu. Mój bohater jest zazdrosny, ucieka się do podłości i kłamstw, a wszytsko przez to, że jest nieszczęśliwie zakochany. Oczywiście to go nie tłumaczy, ale nadaje mu człowieczą cechę, dzięki której jesteśmy w stanie chociaż trochę go zrozumieć.

Czego Darek poszukuje w życiu, na czym mu zależy?

Bywają bezrefleksyjne postaci i Darek do takich właśnie należy. Nie zadaje sobie takich pytań, nie ma oczekiwań od życia. Jest mu dobrze tu i teraz, ze sobą. Potrzebuje władzy, bycia w centrum uwagi, kocha kobiety. To taki macho, któremu się nie odmawia.

Jak to się stało, że przystąpił Pan do pracy nad filmem?

Przekonała mnie wiara producentki Agnieszki Odorowicz i reżysera Bartka Prokopowicza, że ta rola jest skrojona dla mnie. Miałem już rodzaj czerwonego światełka w głowie, że kolejna komedia romantyczna z moim udziałem, że nie powinieniem tego grać, bo może ludzie mają mnie już dość w tego typu filmach. Na poczatku scenariusz pokazywał mojego bohatera dość jednowymiarowo. To był po prostu dupek. Moje artystyczne wątpliowści zostały jednak rozwiane, kiedy rola została rozbudowana i w pewnym momencie stała się na tyle interesująca dla mnie, iż zmieniłem zdanie co do swojego strachu przed kolejną komercyjną realizacją.

Ile pomysłu na postać Darka wyszło od Pana?

Kluczowe w budowaniu roli były nasze rozmowy twórcze z producentem i reżyserem, a także z aktorami, zwłaszcza z Julką Kamińską i Basią Kurdej-Szatan. Scenariusz, pod wpływem tych spotkań, nabrał nowych kształtów, postaci również stały się bardziej wyraziste. Dla mnie udział w tym filmie był czystą przyjemnością, bo nie tylko miałem możliwość odtworzenia postaci, ale przede wszystkim twórczo ją budowałem. To są najfajniejsze elementy mojej pracy, kiedy mam wpływ na więcej niż tylko interpretacja napisanej roli.



Dlaczego lubi Pan grać w komediach romantycznych?

Uważam, że są nam potrzebne i sam osobiście lubię się śmiać, nawet na tych najgłupszych komediach. W dzieciństwie lubiłem gdy opowiadano mi bajki i zostało mi tak do dzisiaj. Myślę, że ludzie chodzą do kina, bo chcą po prostu usłyszeć bajkę. A jeśli dodatkowo jest ona śmieszna, to tym lepiej. Uważam, że nawet w poważnych, głębokich filmach musi być element komediowy, bo inaczej ciężar gatunkowy mógłby widza przytłoczyć. Co jakiś czas trzeba odetchnąć, rozluźnić się, by móc dalej pójść we wzruszenia, tak jak w przypadku naszej komedii. Film „Narzeczony na niby” to nie tylko śmiech do rozpuku, ale także refleksja czy poruszenie. Jest w nim dużo wątków i sytuacji, które przeżył każdy z nas, dzięki czemu ta historia jest ciekawa i może się również podobać.

W filmie grają Pana koledzy aktorzy, z którymi spotkał się Pan na wielu planach filmowych. Dobra, zgrana paczka?

Bardzo cieszę się z tego towarzystwa. To była wspaniała przygoda. Myślę, że Julka Kamińska stworzyła postać, w której teraz tysiące facetów będzie się kochać. Uprzedzam Panie, że mogą z filmu wyjść zazdrosne, ale z drugiej strony uprzedzam facetów, że na widok roznegliżowanego Piotrka Stramowskiego, Mikołaja Roznerskiego czy Tomka Karolaka, mogą poczuć się zazdrośni. Sam miałem szczęście grania w scenach romantycznych z kilkoma aktorkami.

Film „Narzeczony na niby” to komedia obyczajowa dla wszystkich?

Myślę, że tak. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że to komedia dla ludzi o różnym poczuciu humoru. Przyznaję, że sam jestem zaskoczony tym filmem. Nie wiem czy to muzyka, czy piękne zdjęcia, czy emocja w oku Julki i Doroty Kolak, ale sam się złapałem na tym, że momentami wzruszałem się. W tym filmie jest samo życie i być może przez to czujemy, że to historia o nas samych i to nas porusza.

Dlaczego jest Pan zaangażowany w działania Legalnej Kultury ?

Przyznam, że jestem z Wami od początku. Działacie w słusznej sprawie, edukujecie społeczeństwo, co to znaczy legalnie korzystać z kultury, dlaczego jest to tak bardzo ważne. Tłumaczenie i wyjaśnianie to kluczowa sprawa waszej działalności. Dla nas, twórców kultury, dotkliwy jest brak zrozumienia społecznego, że wartość intelektualna, nasze dzieło jest produktem i jest to wartość, o którą należy dbać i za którą należy też płacić. Kultura to rynek jak każdy inny i on również rządzi się prawami i regułami, które powinni przestrzegać wszyscy bez wyjątku. Jeśli ktoś ściąga np. nielegalnie filmy czy muzykę i płaci piratom, to okrada kulturę i samego siebie. Oczywiście pojawiają się zarzuty o dostępności i przystępności kultury. Powiedzmy otwarcie: kultura jest dostępna i przystępna, ale zawsze kosztuje, nie ma niczego za darmo. I to jest normalne. Myślę, że jeśli kradzież dóbr intelektualnych w Internecie zostałaby ścigana w skuteczny sposób, to nie mielibyśmy piractwa w Polsce. Na razie apelujemy do uczciwości wewnętrznej każdego człowieka, ale mam nadzieję, że przyjdą takie czasy, gdy piractwo będzie skutecznie ścigane przez prawo. Marzy mi się dobra polityka kulturalna.

Rozmawiała: Lukrecja Jaszewska

zdjęcie tytułowe: Ola Grochowska / Mówi Serwis

Zobaczcie także, co o filmie "Narzeczony na niby" mówi Piotr Stramowski





Do góry!