Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Czas muzycznej transformacji

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Czas muzycznej transformacji

Czas muzycznej transformacji

Najpierw potrzebny jest dobry utwór, którego siła pozwoli otworzyć drzwi do rozgłośni radiowych. W konsekwencji ludzie zaczynają go nucić, rozkochiwać się w nim, a dopiero później rozglądać się za płytą. O sile muzyki i bezsilności ludzkiej mentalności, o zmianie postawy firm fonograficznych i sprawach nietykalnych opowiada Piotr Kabaj, prezes zarządu i dyrektor generalny EMI Music Poland

 

Tempo rozwoju branży muzycznej nikomu nie pozwala stać w miejscu. Na przodzie korowodu zwiastującego zmiany idą oczywiście firmy fonograficzne z wielkiej czwórki. W jakim kierunku zmierza EMI?

Od samego początku reagujemy na zmieniającą się rzeczywistość, dostosowując swój system pracy do wymagań rynku. Dlatego też od 2002 roku nastawieni jesteśmy na digital, a więc sprzedaż cyfrową. W zeszłym roku według danych IFPI (Międzynarodowej Federacji Przemysłu Fonograficznego) już ponad 35 proc. sprzedaży światowej odbyło się w sieci. Tej legalnej, bo nie wspominam o miliardach plików, które przepływają na torrentach i pirackich portalach. Spoglądając na rynki zagraniczne, gdzie w Stanach Zjednoczonych i w Szwecji obrót muzyką w sieci utrzymuje się na poziomie ponad 60 proc., można mieć pewność, że również w Polsce ten model sprzedaży będzie się rozwijał. W samym tylko 2012 roku odnotowujemy 100-procentowy wzrost z 5 do 10 proc. Duży wpływ na rozwój tego sektora miało pojawienie się portali takich jak chociażby iTunes, Muzo.pl czy Deezer.

 

Sprzedaż cyfrowa, to także duże ułatwienie dla klienta…

Zgadza się. Jeszcze do niedawna, chcąc odsłuchać piosenkę, chociażby utwór z najnowszej odsłony Bonda, należałoby po pierwsze kupić cały album, bo przecież rynek singlowy w Polsce się nie wykształcił. Pomijam już fakt, że cena krążka wynosiłaby około 60 złotych. Tym czasem każdy posiadacz telefonu lub komputera, ma szansę za 5 złotych ściągnąć legalną wersję utworu, który doskonale brzmi i oddaje charakter filmu. Tak właśnie zmienił się i przyspieszył rynek, a my wraz z nim.

 

Zakładając DDD (Duży Dom Dystrybucyjny) w 1998 roku z firmami Universal i Sony, wyznaczyliśmy sobie zadanie, aby płyta była u klienta nie później, niż 24 godziny od złożonego zamówienia. Dziś nie miałoby to już tak dużego znaczenia, ponieważ każdy człowiek nieco bardziej zaznajomiony z internetem wie, że ścieżek dotarcia do muzyki jest wyjątkowo dużo.

 

Zmiany, choć już nie tak dynamiczne, zachodzą również w branży wydawniczej, gdzie w 2011 roku sprzedaż cyfrowa wyniosła 5 proc. Co ciekawe, eksploatacja rynku cyfrowego w branży filmowej przynosi zaledwie 1 proc. dochodu. Branża muzyczna prześcignęła pozostałe również pod względem dostępności plików i ich urozmaicenia.

 

To prawda, ale czy nie jest też tak, że dostępność i w pewnym sensie nieograniczone możliwości zaistnienia w muzycznym cyberświecie niosą z sobą zagrożenie zaśmiecenia bylejakością?

Patrząc na rynek w szerszej perspektywie, widać dokładnie, że to właśnie branża muzyczna zmieniła się najbardziej. Naturalnie wywołuje to różne reperkusje – w branży pracuje mniej ludzi, artyści z kolei muszą mieć świadomość, że o słuchacza należy bardziej się troszczyć. Co to oznacza? Że aby ten był zainteresowany kupnem całej płyty, wszystkie pojawiające się na niej utwory muszą być dobre, a koncepcja albumu spójna i czytelna. Może lepiej nie nagrywać od razu całego krążka, ale skupić się na epce lub singlu?

 

Oczywiście, sprzedaż fizyczna spada, a digital jeszcze w pełni jej nie uzupełnia, szczególnie gdy mówimy o muzyce młodzieżowej. Dzieciaki nie mają żadnego oporu przed zgrywaniem utworów z YouTube czy innego typu źródeł. Zdecydowanie lepiej sprzedają się płyty, również te w formie fizycznej, które skierowane są do grona nieco starszych słuchaczy. I znów można przywołać tutaj przykład Adele. Od wiosny ubiegłego roku, kiedy wyszła płyta „21” nagle ludzie przypomnieli sobie o poprzednim krążku – „19”. W efekcie obu płyt oraz dvd i cd z zarejestrowanym koncertem sprzedało się w Polsce ponad 400 000 sztuk, co oznacza, że Polacy wydali na samą tylko Adele od wiosny ubiegłego roku aż 25 000 000 złotych!

 

A mówi się, że ludzie nie mają pieniędzy na kulturę.

Dlatego też mówienie o tym jest co najmniej mijające się z prawdą. Widać to było również na koncercie Coldplay, którego wysłuchało blisko 50 000 osób. Najtańszy bilet kosztował około 130 zł, a najdroższy 800 zł – czy były jakieś problemy z ich sprzedażą? Nie sądzę. To również dowód na to, że ludzie są skłonni zapłacić zdecydowanie więcej niż za płytę, aby tylko poobcować z artystą i wysłuchać jego utworów na żywo.

 

Globalne zmiany na rynkach muzycznych niosą za sobą potrzebę zmiany modelu biznesowego wytwórni fonograficznych. Chodzi głównie o dywersyfikację w obrębie produktów i usług, co głównie sprowadza się do pracy z artystą. Czy EMI również uczestniczy w tym procesie?

Nadal jest tak, że młodzi artyści nas potrzebują, ponieważ potrzebują pieniędzy na nagranie, wydanie i promocję płyty. Oczywiście zawsze podstawą jest dobry utwór lub historia usnuta wokół niego, jednak to zależy już tylko od artysty i stopnia jego charyzmatyczności. Być może powinniśmy silniej zaistnieć w branży koncertowej i menedżerskiej, jednak to wymagałoby od nas całkowitego poświęcenia i oddania. Póki co nie dysponujemy takim zapleczem, aby każdemu z naszych podopiecznych oddać do dyspozycji jednego z naszych pracowników. Być może w przyszłości będziemy zajmować się profesjonalnym managementem. Sami artyści rozdzielają te trzy funkcje – menedżera, wydawcy i organizatora koncertu. Przypuszczam, że ten podział póki co jest objawem zdrowia organizmu, w którym każdy element znajduje się na właściwym miejscu.

 

Zdarzają się wyjątki?

Od czasu do czasu pracujemy z muzykami na zasadzie umowy 360 stopni, jednak dzieje się to w przypadkach, gdy zostanie przekroczony pewien próg rentowności. Podstawową działalnością wytwórni jest bowiem wydawanie płyt, które przyniosą dochód. Również w naszym przypadku działa zasada pareto, zgodnie z którą 20 proc. artystów przynosi 80 proc. zysków. Powiem więcej, 700 tytułów, jakie sprzedajemy w DDD przynosi nam 95 proc. dochodu - pozostałe 8 500 tylko 5 proc. Dzięki internetowi nie musimy się jednak za bardzo skupiać na tej nierotującej części. Przestało nam się opłacać magazynowanie płyt, których roczna sprzedaż oscyluje wokół kilkudziesięciu sztuk. Zdecydowanie tańszym zabiegiem jest udostępnienie ich w sieci. Jedynym kłopotem mogą okazać się licencje na tego typu sprzedaż, ale i z tym sobie radzimy.

 

Nasza działalność poszerza się również o sprzedaż muzyki do filmu i reklam. Wykonujemy także usługi dystrybucyjne dla firm niezależnych, ponieważ dysponujemy skutecznym i dobrze rozwiniętym narzędziem.

 

Zatem walka o sprzedaż fizyczną wciąż trwa…

Oczywiście rynek sklepowy się zmienia, spada sprzedaż fizyczna, ale wciąż funkcjonują tytuły, które pełnią rolę lokomotyw i zarabiają na nich wszyscy – i wydawca, i sklepy. Istotnym zagadnieniem jest tutaj marża, która w porównaniu do publikacji książkowych, jest dwa razy niższa. Trudno więc zrozumieć głosy opinii publicznej, które twierdzą, że ceny płyt się nie zmieniają. Otóż na potrzeby dyskusji wokół ACTA przygotowałem dla Zbigniewa Hołdysa analizę, według której realne ceny płyt od 2000 roku spadły aż dwukrotnie. Podkreślam realne, ponieważ utrzymały się na tym samym poziomie, ale średnie pensje wzrosły ponad dwukrotnie. Należy wziąć pod uwagę również inflację, która wyniosła 38 proc. Wyszło jednak na to, że przeciętny Polak za średnią pensję może kupić dwa razy więcej płyt . Mimo wszystko dobiegają do nas słuchy, głównie ze strony dziennikarzy, że piractwo byłoby możliwe do wyeliminowania, pod warunkiem, że ceny płyt uległyby zmianie. Nasza praktyka dowodzi jednak, że cena nie odgrywa tu zasadniczej roli, bo mimo realnej obniżki, ludzie wciąż nie dostrzegają zmian.

 

Cena płyty to tylko jeden z argumentów używanych w dyskusji na temat ich zakupu. Liczy się również świadomość i zmiany zachodzące w obrębie ludzkiej mentalności. Jak można nad tym pracować?

Owszem, dlatego też i my przyłączamy się do akcji mających na celu edukację. Jedną z nich jest „Legalna Kultura” za pośrednictwem której dziękujemy za podejmowanie właściwych decyzji. Uczestniczymy również w akcji organizowanej przez ZPAV (Związek Producentów Audio Video) o nazwie „Bądź Świadomy”. Twarzą przedsięwzięcia jest Hirek Wrona, który jeżdżąc po całym kraju uświadamia młodzieży, że ich ulubione piosenki nie powstają z niczego, że ściąganie muzyki z nielegalnych źródeł to okradanie artystów i pozbawianie ich możliwości skupienia się wyłącznie na pracy twórczej. Znane są przecież przykłady, w których znani wykonawcy na co dzień pracują zawodowo w całkowicie innych branżach.

 

Zdecydowanie inaczej rzecz się ma w przypadku słuchaczy nieco bardziej dojrzałych, którzy wciąż bardzo chętnie kupują płyty. Warto też zwrócić uwagę, że jak dowodzą nasze badania, 90 proc. z nich dokonuje świadomych wyborów. Jeszcze zanim wejdą do sklepu, wiedzą, po jaką płytę przyszli. I nieprawdą jest, że jeśli firma fonograficzna wyda na promocję płyty jakieś nieprawdopodobne sumy, to ona na pewno się sprzeda. Właśnie z uwagi na przemyślane decyzje zakupowe tak się nie dzieje. Muszą mieć tego świadomość również artyści, którzy często myśląc w ten sposób, żyją w olbrzymim błędzie.

 

Najpierw potrzebny jest dobry utwór, którego siła pozwoli otworzyć drzwi do rozgłośni radiowych. W konsekwencji ludzie zaczynają go nucić, rozkochiwać się w nim, a dopiero później rozglądać się za płytą. Często nie wystarcza już nawet znane nazwisko, które kilka lat temu mogło świecić tryumfy, a dziś wcale się nie sprzedawać.

 

Może to kryzys autorytetu?

Być może, ale ja widzę na tę sytuację wpływ dwóch zjawisk. Po pierwsze tabloizacja świata i wszechobecność plotek ze świata show biznesu sprawiają, że artysta odarty ze swojej wyjątkowości nie jest już ikoną, ani nawet idolem. Z drugiej strony zmienił się również sposób słuchania muzyki, który przypomina bardziej surfowanie aniżeli solidny funbase sprzed lat. Dużą odpowiedzialność za tę sytuację ponoszą mainstreamowe rozgłośnie radiowe, które programowo są bardzo nierówne i niekonsekwentne. W jednej godzinie można usłyszeć utwory z biegunowo innych gatunków muzycznych, co skutecznie dezorientuje i sprawia, że odbiór jest pozbawiony jakiejkolwiek refleksji. Naturalnie brakuje również otwartości na młodych wykonawców oraz elementu edukacyjnego, który miałby na celu poszerzanie horyzontów muzycznych.

 

Na kim wobec tego ciąży odpowiedzialność kreowania trendów i uwrażliwiania słuchaczy na piękno i różnorodność muzyki?

Z całą pewnością nie ma tutaj odpowiedzialności zbiorowej, ale też nikt otwarcie nie przyznaje się do winy. Rozgłośnie radiowe zarzucają firmom fonograficznym, że wypuszczają słabe piosenki. Artyści z kolei mają do nas żal, że niewystarczająco ich promujemy. My z kolei twierdzimy, że to radia nie chcą ryzykować i przeprowadzają tzw. badania. Niestety metodyka ich przeprowadzania jest zaczerpnięta z lat 90-tych i jej skuteczność pozostawia wiele do życzenia. Nigdy na drodze tej konfrontacji, kiedy słuchaczowi puszcza się kilkadziesiąt sekund nowego utworu, nie będzie można podjąć słusznej decyzji. Jeśli jednak utwór zaistnieje w eterze, to jako power play powinien, jak to działo się dawniej, być puszczany przez cały dzień co godzinę. Tylko w taki sposób dalibyśmy szansę na osłuchanie się z nim, polubienie go, a co za tym idzie wzbudzenie chęci nie tylko słuchania, ale i posiadania.

 

Wniosek jest jeden, w Polsce nie ma miejsc, gdzie promuje się nowych artystów, brzmienie, trendy.

 

Rozmawiała: Ilona Rosiak

Źródło: „Rynek Muzyczny”, pierwszy ogólnopolski miesięcznik branżowy

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!