Wspólne sprawy
Czyli krótko i na temat, o sprawach, które dotyczą po prostu całej kultury. Dlaczego kulnes jest cool? Komu tak naprawdę opłaca się korzystanie z legalnych źródeł kultury? Komu może zagrażać legalizacja? Co musi się zmienić, żeby w Polsce zapanowała moda na cyfrową kulturę z legalnych źródeł?
Od kawiarni w Paryżu po czwarty wymiar. 120 lat kina

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Wspólne sprawy

Od kawiarni w Paryżu po czwarty wymiar. 120 lat kina

Od kawiarni w Paryżu po czwarty wymiar. 120 lat kina

120 lat temu, 28 grudnia 1895 roku 35 osób w Salonie Indyjskim Grand Café w Paryżu za opłatą 1 franka wzięło udział w pokazie wynalazku zwanego kinematografem i obejrzało na ekranie zestaw kilkunastu krótkich filmów. Wydarzenie to uznaje się za symboliczną datę narodzin kina.

Jego "ojcowie" to pomysłodawcy kinematografu - bracia Auguste i Louis Lumiere, a stworzone i zaprezentowane przez nich filmy m.in. „Wyjście robotników z fabryki w Lyonie” „Ulica de la Republique w Lyonie” „Oblany ogrodnik” i „Wjazd pociągu na stację” nakreśliły kierunek rozwoju zjawiska zwanego kinematografią. Choć oczywiście zarówno rzeczone ojcostwo, jak i moment narodzin są zjawiskiem szalenie umownym.

Od krótkiej formy do filmu pełnometrażowego

Prace nad maszyną do utrwalania i wyświetlania ruchomych obrazów trwały bowiem na świecie od połowy XIX wieku, a wśród jego protoplastów można wymienić m.in. Polaka Kazimierza Prószyńskiego, Niemca Ottomara Anschütza oraz amerykańskiego wynalazcę Thomasa Alvę Edisona. W Hollywood nie brakuje zresztą takich, którzy to właśnie jemu oddają palmę pierwszeństwa. 14 kwietnia 1894 roku w Kinetoscop Parlor na Broadwayu Edison zorganizował bowiem pierwszy pokaz swojego kinetoscopu. Wadą tej maszyny, było jednak jej przeznaczenie dla pojedyczego widza. W seansie uczestniczyło się bowiem patrząc przez spacjalny wizjer - soczewkę powiększającą wyświetlany wewnątrz kinetoscopu obraz filmowy. Bracia Lumiere stworzyli natomiast projektor, który pozwolił doświadczać tego, co do dziś stanowi esencję kina, wspólnego uczestnictwa w filmowym seansie.



W pierwszych latach swojego istnienia kino traktowane było jako rozrywka plebejska, niegodna prawdziwych miłośników sztuki. Nie wróżono mu także żadnej przyszłości. Od symbolicznych narodzin do powstania pierwszego stałego kina z regularnym reperturarem musiało upłynąć 10 lat, podczas których rozwiajała się struktura narracyjna i wykuwały podstawy filmowej dramaturgii. Pierwsze na świecie kino otwarto w 1905 roku w amerykańskim Pitssburghu. Nosiło ono nazwę Nickelodeon - od wykonanej z niklu monety 5-centowej. Tyle właśnie kosztował bowiem biletu wstępu. Pięć lat później obszar Ameryki i Europy pokrywały już tysiące kin.

Pojawienie się sal kinowych stało się motorem napędowym produkcji finansowanej zresztą przez ich właścicieli, którzy po prostu musieli zapełnić ekrany jakimś repertuarem. Zaś traktujący ambitnie stawiane przed nimi wyzwania filmowi pionierzy starali się rozwijać ekranowe historie kręcąc coraz dłuższe filmy. Historia pełnometrażowego kino, jakie dziś znamy, zaczyna się w 1916 roku od "Narodzin narodu" Davida Griffitha - epickiej opowieści o początkach amerykańskiej państwowości. Od tego momentu produkcje pełnometrażowe stały się faktem (kolejny film Grifftha "Nietolerancja" w pełnej wersji liczył aż 72 godziny!), a kino wkroczyło w tzw. wiek dojrzały. To właśnie w tym czasie zaczyna się z jednej strony rozwój kina rozrywkowego z gwiazdami typu Charlie Chaplin czy Buster Keaton, a z drugiej na swój początek kino artystyczne, którego pierwszym przejawem były dzieła w nurcie niemieckiego ekspresjonizmu.

Kolor i dźwięk

Od strony technicznej kino jednak cały czas zmagało się z jedną z najważniejszych barier - brakiem dźwięku. Pokazywanym w kinach filmom niemym towarzyszyła wykonywana na żywo muzyka, a w niektórych kulturach korzystano także w usług lektorów komentujących wydarzenia na ekranie. Tak było np. w Japonii, gdzie istniała specjalna profesja Bensi. Przełom dźwiękowy nastąpił w roku 1927 wraz z premierą "Śpiewaka jazzbandu" uważanego za pierwszy film muzyczny w historii. Zmierzch kina niemego trwał kilka lat i dla wielu jego gwiazd był powodem do zakończenia kariery, gdyż nowe kino wymagało też innego rodzaju ekranowej ekspresji.

Lata 20. XX wieku to także moment wprowadzenia na kinowy ekran obrazu w kolorze. Próby ubarwienia filmowej opowieści trwały zresztą od początku kina. Początkowo taśmę próbowano barwić ręcznie, z czasem podjęto też próby budowania wieloobiektywowych kamer potrafiących zarejestrować obraz oddając naturalne barwy (jednym z wynalazców takich urządzeń był Polak Jan  Szczepanik). Technologię filmu barwnego do powszechnego użytku wprowadziła amerykańska firma Technicolor. Za pomocą stworzonego przez Herberta Kalmusa Technicoloru zrealizowano w latach 20. XX wieku m.in. barwne sekwencje „Ben Hura” (1925) Freda Niblo, „Upiora w operze” (1925) Lona Chaneya, „Czarnego pirata” (1926) Douglasa Fairbanksa.

Warto zaznaczyć, że polscy widzowie pierwszy kolorowy pełnometrażowy film rodzimej produkcji zobaczyli dopiero w styczniu 1954 roku. Była to socrealistyczna komedia muzyczna Leonarda Buczkowskiego „Przygoda na Mariensztacie”.



Od telewizji po kino domowe

Przez pierwsze dekady istnienia kino pozbawione było w zasadzie konkurencji. Jej zapowiedź pojawiła się pod koniec lat 20. XX wieku wraz z pierwszą transmisją telewizyjną z Londynu do Nowego Jorku, który odbyła się 27 stycznia 1928 roku. Pół roku później zaprezentowano pierwszą w historii transmisję telewizyjną w kolorze. Zaś pierwszy regularny program telewizyjny zaczęto nadawać w 1935 roku w Berlinie. Jednak tak naprawdę rolę konkurencji kina telewizja zaczęła odgrywać dopiero po II wojnie światowej. Polacy mogą cieszyć się telewizją od 1961 roku. Kolorowa telewizja pojawiła się w polskich domach natomiast dekadę później. W realizacji programów korzystano z gorszej jakościowo, ale jednak zdecydownie tańszej niż taśma światłoczuła, formy zapisu magnetycznego. 

To właśnie z tej strony miała nadejść prawdziwa konkurencja dla kina miała na przełomie lat 70. i 80. XX wieku. W 1976 roku firma JVC opracowała standard zapisu i odtwarzania kaset wideo przeznaczony dla rynku konsumenckiego znany jako VHS. Od razu też ruszyła seryjna produkcja magnetowidów, które w latach 80. zaczęły, wraz z przemycaną na pirackich taśmach amerykańską kinematografią, trafiać pod strzechy PRLu. I choć jakość taśm, jak i samego obrazu w kineskopowych telewizorach była daleka od ideału, to możliwość obcowania z kanapy z całą historią kinematografii okazała się bezcennym doświadczeniem.

Kino domowe w kształcie, który znamy dziś to zjawisko, którego korzenie sięgają połowy lat 90, kiedy kaseta VHS zaczęła być wypierana przez dysk optyczny (najpierw DVD, a dziś coraz częściej Blu-Ray), a producenci sprzętu audio-video zaczęli tworzyć zestawy sprzętu pozwalające na stworzenie w domu namiastki wrażeń kinowych.

Mistrzowie efektów czyli kino na miarę XXI wieku

Szukając odpowiedzi na konkurencję kino odwołało się do tego, co od początku decyduje o jego potędze czyli epickości. Tę w nowy wymiar wprowadzono za sprawą animacji komputerowej, która zmieniła oblicze efektów specjalnych. Nowe standardy wyznaczyły wspólnie w połowie lat. 90 XX wieku korzystający z potęgi grafiki trójwymiarowej obraz "Jurassic Park" Stevena Spielberga oraz animowane "Toy Story", nadając kinu rozrywkowemu kierunek na kolejne dekady. Wraz z początkiem XXI wieku doszedł do tego rozwój technologii 3D, z którą kino flirtowało bez powodzenia już w drugiej połowie XX wieku. Dziś natomiast uwodzi już nawet nie w trzech wymiarach ale w 4Dx - nowoczesnym systemie, który oprócz efektów przestrzennych oferuje widzom także doświadczenia zmysłowe w postaci ruchu, wiatru, wody itp. I nie jest ono wyłącznie technologiczną ciekawostką, bowiem pod kątem, popularnych szczególnie w Azji, tego typu kinowych sal tworzy się specjalne wersje największych hollywoodzkich hitów.



Przyszłość w sieci

Największym sprzymierzeńcem a zarazem paradoksalnie wrogiem kina jest dziś internet. Z jednej strony rozbudowana, niezwykle szybka sieć pozwala na dostęp do legalnych serwisów z filmami w każdym zakątku świata, a podłączone do internetu kawiarnie mogą niczym przed 120 laty w Paryżu oferować swoim klientom filmowe seanse na kliknięcie myszką. Z drugiej strony internet to także największe źródło piractwa, a więc i finansowych strat dla przemysłu filmowego. Na dodatek zaś to nie jedyne z zagrożeń. Dziś film musi mierzyć się bowiem z alternatywą w postaci sieciowej rozrywki czyli gier, które pozwalają widzom stać się w pełni aktywnym uczestnikiem fabularnej opowieści. Już wkrótce do komercyjnego użytku mają trafić okulary, które pozwalają całkowicie zanurzyć się w wirtualnym świecie. Przed kinem więc kolejne wyzwanie. W sam raz na 120 urodziny.




Do góry!