Wspólne sprawy
Czyli krótko i na temat, o sprawach, które dotyczą po prostu całej kultury. Dlaczego kulnes jest cool? Komu tak naprawdę opłaca się korzystanie z legalnych źródeł kultury? Komu może zagrażać legalizacja? Co musi się zmienić, żeby w Polsce zapanowała moda na cyfrową kulturę z legalnych źródeł?
Trzymajmy kciuki za biblioteki

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Wspólne sprawy

Trzymajmy kciuki za biblioteki

Trzymajmy kciuki za biblioteki

Bibliotekarze wiedzą, że wszyscy potrzebujemy książek, bo jest w nich zapisane kim jesteśmy i kim możemy być - refleksjami wokół wystąpienia na 83. Światowym Kongresie IFLA pt: „Misja, rezultaty i satysfakcja. Biblioteki i Bibliotekarze w świecie, który zmienia się szybciej niż kiedykolwiek.” dzieli się Ambasador Legalnej Kultury Dariusz Duma.

Stereotypy

Biblioteka widziana oczyma użytkownika to jest miejsce, z którego można po prostu wypożyczyć książkę. Coraz częściej także w formie elektronicznej. Zwłaszcza taką, której nie można aktualnie kupić, albo taką, którą wystarczy przeczytać tylko raz. Standardowa biblioteka potrzebuje dobrego katalogu, dogodnej lokalizacji, życzliwego, spokojnego, skrupulatnego i pomocnego personelu. W obecnych czasach przydaje się jeszcze dobry system komputerowy, który sprawnie wyszuka, poinformuje o dostępności i pozwoli zamówić książkę. Taki mają stereotyp wszyscy niemal użytkownicy bibliotek.

Od zawsze było inaczej

Świadomy bibliotekarz wie, że to jest bardzo mała część prawdy o jego misji i zadaniach, którym musi sprostać. A zaczęła się ta misja kształtować już w Starożytności, gdy sobie pierwsi kolekcjonerzy książek uświadomili, że biblioteka zbiera i zachowuje dorobek ludzkości dla przyszłych pokoleń. Intencją założycieli Biblioteki Aleksandryjskiej było zgromadzenie całej wiedzy, jaką dysponowała wtedy ludzka cywilizacja… Takie zadanie wymagało wtedy nie lada wysiłków, podstępów, wymuszeń, a bardzo często działań wojennych. Każdy statek, który wpływał do portu w Aleksandrii deponował dzieła, które miał na swoim pokładzie do możliwie szybkiego skopiowania przez wprawnych aleksandryjskich kopistów. Zdarzało się, że oryginały były zbyt cenne, więc decydowano, by je zatrzymać w bibliotece, oddając właścicielowi kopię. Inną sprawą jest, że w tamtych czasach wartość artystyczna ręcznie wykonanej kopii mogła być dużo wyższa niż oryginału, a prawo autorskie działało tylko intuicyjnie i musiało ustępować sile miecza, pieniądza i woli władców.

Biblioteki starożytnego Rzymu rozpoczynały swą historię jako łupy wojenne przywiezione z Grecji, a Średniowiecze pełne jest historii walk o książki i biblioteki, które tak emocjonująco nam uprzystępnił Umberto Eco pisząc swoje „Imię Róży”.


Budowanie kolekcji książek, tworzenie w ten sposób banku wiedzy i obrazu epoki - to jest element misji bibliotek, który być może umyka jakoś statystycznym użytkownikom, ale jest ważną troską bibliotekarzy.



Internet zmienia wszystko


I oto nadchodzi wiek XXI, w którym jesteśmy wszyscy świadkami i współuczestnikami rewolucji technologicznej na skalę, która nie ma swojego odpowiednika w historii. Wystarczy sobie uświadomić, że 90% naukowców, którzy kiedykolwiek żyli, żyje właśnie teraz - nawet jeżeli co bardziej trzeźwi analitycy zwracają uwagę, że być może powinniśmy nieco zrewidować mechanizmy, według których kogoś za naukowca uznajemy… Jakkolwiek by było, powszechne czytelnictwo maleje, ale liczba ludzi, którzy robią doktoraty rośnie lawinowo. Oni wszyscy korzystają z bibliotek, no i każdy coś pisze. Co więcej, głównie za sprawą mediów społecznościowych, piszą wszyscy, często co popadnie. I nie tylko piszą… Kultura zapisywana do tej pory w książkach, ewentualnie listach czy notatkach, dzięki rewolucji multimedialnej i internetowej przenosi się do blogów, videoblogów, czatów i maili. To są dzisiejsze odpowiedniki książek, pamiętników, listów - i one muszą interesować bibliotekarzy, bo są obrazem naszej epoki. Z punktu widzenia bibliotekarza muszą być zachowane i udostępnione potomności, a póki co ma je na swoich serwerach jakaś komercyjna firma i są często przez twórcę chronione hasłem. Po śmierci autora mogą zniknąć bezpowrotnie - już nie odnajdziemy zagubionych rękopisów artysty gdzieś na przypadkowym strychu…



Cyfrowy dorobek ludzkości. I twój też

Czy można się w pełni zdać na gigantów technologii i mediów społecznościowych, zakładając, że to co tam zapisaliśmy będzie dostępne już na zawsze i za darmo? Pewnie nie… zwłaszcza, że wciąż do rozwiązania są kwestie dziedziczenia profili społecznościowych i udostępniania treści tam opublikowanych po śmierci autora. Tu musi wkroczyć biblioteka z jakąś formą mechanizmu archiwizacji i udostępniania.

Rewolucja internetu i mediów społecznościowych tworzy jeszcze jeden problem,  Mówiąc cokolwiek technicznym językiem treść odrywa się od nośnika, może być tworzona, kopiowana  i przekazywana w różnych formach, praktycznie bez granic związanych z odległością. Papierowa książka jest już tylko jedną z form zapisu. E-book i audiobook sprawiają, że biblioteka jako fizyczne miejsce może się wkrótce stać azylem koneserów, trochę jak winylowa płyta. I tu pojawiają się dwa wielkie wyzwania dla bibliotekarzy naszego czasu: po pierwsze to jest kwestia cyfryzacji i internetowego dostępu do obecnych zbiorów. Na to oczywiście potrzeba olbrzymich nakładów finansowych: czasu, pracy i sprzętu. I jeszcze okazuje się, że do biblioteki musi wkroczyć informatyk, a to nie jest łatwe ani dla niego, ani dla tych, którzy już tam pracują… I drugi problem, jeszcze większy - bibliotekarze muszą jakoś zapanować nad masą treści obecnie tworzonych elektronicznie, nauczyć się wybierać, zachowywać i udostępniać to, co wartościowe.

Już wiemy, że zawartość internetu jest częścią dziedzictwa narodowego. Biblioteki narodowe wielu krajów po prostu archiwizują wszystko, co się pod ich domeną narodową publikuje (liczba tych krajów stale rośnie, niestety, te decyzje są podejmowane zbyt późno - wiele treści sprzed kilku/kilkunastu lat już bezpowrotnie zniknęło).

A jednak najważniejszy jest odbiorca

Biblioteka ma owszem sens jako miejsce, które zdobywa i przechowuje zbiory. Gdyby jednak ograniczyła się tylko do tego, staje się po prostu archiwum. Winna więc także zdobywać czytelników. Poza tymi, którzy niejako muszą z niej korzystać - studentami i wspomnianymi już naukowcami, wszystkim innym jest coraz trudniej o bibliotece pamiętać. Także tutaj wkroczyły szalone zmiany naszych cyfrowych czasów. Dzisiejszy człowiek ma tyle propozycji i pokus, że coraz mniej potrafi skupić się na czymkolwiek na dłużej. Znamienny jest tytuł książki Nicholasa Carr’a o wpływie, jaki wywiera internet na nasze mózgi: „The Shallows” - płycizna. Stajemy się czytaczami nagłówków, pierwszych haseł wyrzucanych nam przez wyszukiwarki - a te pierwsze hasła są przecież głównie reklamowane, sponsorowane i dobierane kontekstowo. Książka nie jest pod tym względem atrakcyjna. Wymaga dłuższego skupienia. Dzisiejsi wydawcy wiedzą, że musi mieć możliwie dużo wolnych przestrzeni i obrazków, śródtytuły albo dialogi, żeby nie wystraszyła potencjalnego czytelnika samym widokiem. No i oczywiście im krócej, tym lepiej…



Marketing w bibliotece


Biblioteka musi się uczyć zabiegać o czytelnika, promować czytanie i motywować do czytania, jeśli chce przetrwać jako biblioteka i być ludziom potrzebna. A ci ludzie mają tyle innych, dużo łatwiejszych rozrywek - i wszystko cały czas przy sobie, dostępne w smartfonie, za dotknięciem palca. Trudne zadanie, zwłaszcza jeśli zupełnie naturalnym, utrwalonym przez lata przyzwyczajeniem bibliotekarzy było skwapliwe spełnianie życzeń ludzi, którzy ich po prostu potrzebowali…

Ludzie książki piszą - pamiętajmy o autorach

Wszyscy narzekamy na kiepską jakość treści, które nas zalewają. Coraz lepiej rozumiemy, że w interesie ludzkości jest tworzenie i promowanie treści wysokiej jakości, żeby nas nie zatopiła miernota i kicz. To by oznaczało, że trzeba tworzyć mechanizmy identyfikowania i wynagradzania ludzi z talentem. Zadbać o autorów. Niestety, internet sprzyja darmowemu i często nielegalnemu udostępnianiu wszystkiego. Warto, by biblioteka aktywnie budowała świadomość istnienia autora i jego prawa do wynagrodzenia za wykonaną pracę, żeby się opłacało tworzyć dobre dzieła - nie tylko na tym najprostszym, finansowym poziomie, bo przecież twórcę motywuje wiele rzeczy ważniejszych niż pieniądze: uznanie dla jego autorstwa, docenienie, wyrażona wdzięczność, popularność, reakcje czytelników. Okazuje się, że biblioteki wiele robią w tej sprawie i wiele jeszcze mogą zrobić. Spotkania, warsztaty, wykłady - ta aktywność biblioteki jest coraz bardziej niezbędna. Poziom wypożyczeń jest monitorowany i mierzony, co może być zaskoczeniem dla wielu czytelników, a autorzy najczęściej wypożyczanych książek mogą liczyć na wynagrodzenie ze specjalnie na ten cel stworzonego funduszu. Technologia pewne mechanizmy umożliwia, naszym zadaniem jest dopilnowanie, by się te nowe możliwości przekładały na pożądany rezultat. Dlatego trzeba też pracy nad świadomością odbiorców i ich sposobem myślenia. Jeśli czegoś od kogoś oczekujesz, najlepiej naucz go, jak miałby ci to dać. Właśnie temu służą działania Fundacji Legalna Kultura, której jestem Ambasadorem.



Zmiany, zmiany, zmiany


Świat bibliotek i bibliotekarzy się zmienia. Dobrze, że jest IFLA (International Federation of Library Associations). Dobrze, że światowe forum tej organizacji bibliotekarzy odbyło się we Wrocławiu. Przybyły 3 tysiące osób z całego świata, gotowych dyskutować o wyzwaniach, zmianach i potrzebach, wymieniać się doświadczeniami i dodawać otuchy w wymagających czasach. Przyjechali przedstawiciele najbardziej zaawansowanych technologicznie bibliotek amerykańskich, brytyjskich i francuskich, ale i ci, którzy promują książki wypożyczane z samochodu gdzieś w Afryce. Obecne były nawet biblioteki więzienne.

Bibliotekarze wiedzą, że wszyscy potrzebujemy książek, bo jest w nich zapisane kim jesteśmy i kim możemy być.

Wiedzą także, że świat się zmienia i oni także muszą się zmieniać. Na użytek mojego wystąpienia w czasie wrocławskiego Kongresu IFLA przeanalizowałem, co sobie zapisują biblioteki na świecie w swoich autorefleksjach, deklaracjach misji i celów. Te słowa przekonują, że środowisko bibliotekarskie rozumie wagę swojej misji i jest gotowe zmieniać się w kierunku, którego nasza cywilizacja potrzebuje. Piszą między innymi o tym, że chcą organizować i inspirować społeczności, wybierać, organizować i udostępniać zasoby, promować aktywność, zaangażowanie, dialogi i wartościową wymianę informacji, aktywne wpływać, zmieniać, inspirować. Nie bez przyczyny hasłem wrocławskiego kongresu było „Biblioteki. Solidarność. Społeczeństwo.” Jeśli to zrobią, będziemy ich cenić jeszcze bardziej… Na szczęście są tak bardzo daleko od stereotypu półek ze starymi książkami, którymi się opiekuje wyciszony personel w grubych okularach. Trzymajmy kciuki za biblioteki - i za bibliotekarzy, którzy je dla nas tworzą…

Dariusz Duma

Przeczytajcie także relację Barbary Marii Morawiec (red. nacz. serwisu Lustra Biblioteki) oraz wypowiedzi organizatorów i uczestników Konferencji IFLA.



Do góry!