Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Michał Bielawski. Pod wiatr...

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Michał Bielawski. Pod wiatr...

Michał Bielawski. Pod wiatr...

24.05.19

– Gdy nadchodzi, narzuca własne prawa, staje się dyrygentem zdarzeń i muzyką. Może dlatego, gdy wspominają o nim ludzie, wiatr halny wydaje się omijanym z daleka krewnym: trudnym, konfliktowym i brutalnym, czymś, z czym ciągle trzeba uczyć się żyć – mówi Michał Bielawski o swoim filmie "Wiatr. Thriller dokumentalny", który otwiera w niedzielę 26 maja 59. Krakowski Festiwal Filmowy. To pełna emocji opowieść o halnym - jednej z najbardziej nieprzewidywalnych sił w polskich górach. Film zostanie zaprezentowany w Międzynarodowym Konkursie Filmów Dokumentalnych i Konkursie Polskim.



Skąd pomysł nakręcenia filmu na temat halnego?

Pomysł na nakręcenie filmu osnutego wokół tematyki wiatru halnego i jego wpływu na zachowanie ludzi pochodził od Macieja Kubickiego, producenta z firmy Telemark. Wiedzieliśmy, że jest to oryginalny i intrygujący temat, ale też trudny do przedstawienia w filmie. Kiedy byłem dzieckiem i jeździłem z rodzicami w Tatry nieraz słyszałem, że górale wiele nietypowych zachowań tłumaczyli zbliżaniem się halnego. Przygotowując się do realizacji przypomniałem sobie zasłyszane legendy. Oglądałem też filmy na temat wiatru, które kręcili różni twórcy na świecie. Jednym z nich był o wiele starszy, ale interesujący francuski dokument o wietrze "Pour le mistral" Jorisa Jivensa z 1966 roku. Twórcy opowiadali o destrukcyjnym charakterze, ale i pięknie, jakie niesie ze sobą wiatr typu fenowego. To piękno zazwyczaj trudno dostrzec, a tymczasem warto pamiętać i o tym, że kiedy wieje halny panują doskonałe warunki do uprawiania szybownictwa, a świat widziany z góry wygląda wtedy wyjątkowo pięknie. Wielokrotnie wspominał o tym Sebastian Kawa, mistrz świata w szybownictwie.

W 2011 roku polski twórca Jakub Brzosko nakręcił film "Halny", który opowiadał o wietrze z punktu widzenia osób, które miały do czynienia z tym zjawiskiem. Film oparty był jednak na wywiadach, a my z producentem Maćkiem Kubickim chcieliśmy obrać inną perspektywę. Zależało nam, aby opowiedzieć o wietrze bez tłumaczenia czym jest to zjawisko atmosferyczne, ale przedstawić je poprzez ludzi, którzy w swojej pracy czy w życiu prywatnym zmagają się ze skutkami halnego. Dzięki temu moglibyśmy zbudować dramaturgię tak potrzebną w przypadku obrazu filmowego.

Ważną z naszego punktu widzenia perspektywę przedstawił też Bartek Solik, dziennikarz, fotograf i operator w swoim filmie "Duje". Bartek mieszka w Zakopanem i realizuje filmy dla Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zaprosiliśmy go do współpracy ze względu na wielką atrakcyjność zdjęć, które pokazał w kilku filmach robionych dla TPN. Dzięki jego zaangażowaniu filmowanie halnego okazało się o wiele łatwiejsze niż gdyby film realizowała ekipa wyłącznie z Warszawy.

Czy halny zaczyna wiać nagle, czy to zjawisko pogodowe można przewidzieć z kilkudniowym wyprzedzeniem?

Ten wiatr często bywa zwodniczy, ale meteorolodzy oraz niektórzy górale potrafią go przewidzieć. Wystąpienie halnego poprzedzają zazwyczaj charakterystyczne symptomy, na przykład tworzący się ponad górami wielki wał z chmur. Jeśli ten wał formuje się rano, oznacza to najczęściej, że wkrótce zacznie porządnie wiać i wieczorem możemy spodziewać się halnego. Film realizowaliśmy aż przez pięć lat. W ciągu tego czasu udało się stworzyć "sieć zawiadamiania", wykorzystując doświadczenie ludzi, z którymi pracowaliśmy. Jednym z nich był meteorolog, który pracuje na Hali Gąsienicowej. Wcześniej współpracowałem też z meteorolożką z Kasprowego Wierchu i dzięki nim wiedzieliśmy z wyprzedzeniem, jak będzie kształtował się ruch powietrza w Europie Środkowej. Taką, względnie spełniającą się prognozę, meteorolodzy potrafią przygotować z wyprzedzeniem do kilkudziesięciu godzin.

Przygotowując film często brał Pan udział w "wyjazdach na żądanie"?

Co najmniej sześć razy jeździłem z Warszawy w góry z zamiarem sfilmowania halnego, uprzedzony wcześniej przez meteorologów. Bodajże w dwóch przypadkach prognozy nie sprawdziły się, ale za to innym razem miałem wyjątkowe szczęście, ponieważ pojechałem nakręcić zaplanowane sceny z udziałem bohaterów i nagle otrzymałem informacje, że za kilka dni w Tatrach będzie porządnie wiało. Poczekałem kilka dni i nakręciliśmy wspaniałe zdjęcia halnego.


Kadr z filmu "Wiatr. Thriller dokumentalny", reżyseria: Michał Bielawski, zdjęcia: Bartek Solik

Porozmawiajmy zatem o bohaterach. Jaki klucz znalazł Pan do opowiedzenia historii z ich udziałem i czym Pańska historia miała wyróżniać się na tle innych filmów o wietrze?

Od pierwszego pomysłu na film do zamknięcia montażu wiodła długa droga. Początkowo myśleliśmy z producentem o nakręceniu filmu opartego na pogłębionej dokumentacji archiwalnej. Miałem już duże doświadczenie w pracy z takimi materiałami. Przeglądałem więc różne bazy zdjęciowe, m.in. archiwalia PTTK, analizowałem teksty w czasopismach naukowych, aby dowiedzieć się, co zostało do tej pory napisane o halnym i w ten sposób próbowałem znaleźć klucz do realizacji filmu. Wtedy interesującą wydawała mi się perspektywa opowiedzenia o wietrze jako o żywiole, który powraca w szczególnie ważnych momentach dziejowych. Zbyt mało jednak było dowodów na to opowiadanie. Wtedy zaczęliśmy zastanawiać się, poprzez jakich bohaterów moglibyśmy najlepiej opowiedzieć historię o wietrze, oddając jego specyfikę, pokazując dynamikę i dramaturgię. Intuicyjnie czuliśmy, że najlepiej byłoby zwrócić się do meteorologów, a ponadto do lekarzy, którzy pracują w szpitalu i mają do czynienia z ofiarami wiatru. Okazało się bowiem, że wielu mieszkańców Podhala doświadcza różnego rodzaju kryzysów zdrowotnych, psychicznych i psychofizycznych, wywołanych zbliżaniem się halnego. Na kilka dni przed nadejściem halnego szczególnie wrażliwe osoby cierpią na silne migreny, wyłączające niekiedy z jakiejkolwiek aktywności życiowej.

Z biegiem czasu poznałem też wiele legend o ludziach z Zakopanego, którzy zmieniali swoje zachowanie, przeczuwając zbliżający się halny. Ktoś na przykład wychodził w stroju narciarskim, z nartami na ramieniu prosto na Krupówki, mimo że już dawno zszedł śnieg. W Zakopanem żywa jest legenda o kobiecie, zwanej "Białą damą", która w przeddzień nadejścia wiatru, w odświętnym ubraniu ostukiwała laską okoliczne latarnie. Zbliżający się halny poprzedzały częstsze telefony na pogotowie, czasami bardziej niecenzuralne zachowania dzwoniących. Ktoś przeklinał, ktoś bez poważnego powodu wszczynał kłótnie z sąsiadami, a potem składał na nich donosy. Oddziaływanie halnego na psychikę ludzi okazało się bardzo ciekawe do zbadania i nasze filmowe plany zaczęły koncentrować się wokół najbardziej reprezentatywnych zawodów i spotkań z tymi, którzy doświadczają skutków tego wiatru.

Zastanawialiśmy się, jaki typ zdjęć powinien się wiązać z tą tematyką, by powstał obraz trochę nierzeczywisty, stwarzający okazję dla przekazania tajemnicy, ale i opowiedzenia o niezwykłym zjawisku z poziomu ludzi, którzy żyją w górach. Zanim rozpoczęliśmy zdjęcia do filmu operator poznał człowieka o niezwykłej pasji - zbudował on wiatrak, a w piwnicy zainstalował kilkadziesiąt żarówek, które działały na prąd zasilany energią wiatrową. To było najbardziej pozytywne szaleństwo związane z halnym, o jakim słyszałem. Niestety konstruktor zmarł zanim zdążyłem z nim porozmawiać, ale dotarliśmy do jego przyjaciela, który odziedziczył po nim wiatrak. Ten spadkobierca stał się jednym z bohaterów filmu. Dotarliśmy też do wyjątkowej kobiety, która jest pilarką, pracuje w lesie przy wyrębie drzew, a jednocześnie jest utalentowaną poetką i z jej perspektywy również opowiadamy o halnym. Niektórzy potencjalni bohaterowie zaczęli się jednak wycofywać, gdy zobaczyli na czym polega realizacja filmu dokumentalnego i jakie wyzwania się z nią wiążą. Nie udało się - jak pierwotnie planowaliśmy - popracować ze strażakami. Czasami to były okoliczności życiowe, a nieraz potencjalni bohaterowie nie czuli się gotowi, by zaprosić ekipę filmową do swojego życia i otworzyć się emocjonalnie przed kamerą.

Jakie techniczne metody wypracowaliście na pokazanie halnego? Najprostszym wydaje się rozedrgana kamera z ręki i podkreślenie intensywności żywiołu przy pomocy wyrazistej muzyki. Czy poszliście tym kluczem, czy wybraliście inne rozwiązania?

Od oczątku było wiadomo, że będziemy pracować lekką, mobilną kamerą, a właściwie niewielkich rozmiarów aparatem dającym duże możliwości, czyli Sony A7S II. Realizacja w warunkach górskich nie jest łatwa, szczególnie gdy ma się do czynienia z tak silnym żywiołem. Kilka razy kręciliśmy naprawdę w ekstremalnych warunkach; w zadymce, na górze, gdzie silnie wiało, więc sprzęt nie mógł nas zawieść. Początkowo założyliśmy, że będziemy kadrować w sposób fotograficzny, że będziemy grać długimi sekwencjami statyczne kadry, które będą się do siebie dodawały. W takim zafiksowanym kadrze czekaliśmy aż coś się wydarzy przed kamerą. Z czasem przekonaliśmy się jednak, że pracując w ten sposób gubimy ważną część opowiadania i jakoś oddalamy się od bohaterów. Trzeba było szukać innych możliwości i okazji do bardziej intensywnych zdjęć, bycia bliżej bohaterów, pokazania ich psychologii. Przestawiliśmy się na pracę kamerą na rigu, przy naturalnym oświetleniu.

Wiatr kojarzy się z ciemnymi, brudnymi kolorami, podrywanymi z ziemi liśćmi, zwalonymi drzewami. Czy taka była dominanta kolorystyczna?

To prawda, pamiętajmy jednak, że kręciliśmy film nie tylko o wietrze. Próba pokazania żywiołu nie byłaby udana bez wpuszczenia do filmu spokoju, wytchnienia, pokazania niczym niezmąconej natury. Pokazanie harmonii świata wydawało się uzasadnione nie tylko ze względu na uzyskanie filmowej dramaturgii, ale też dlatego, że "Wiatr" to również film o ludziach, którzy doświadczają skutków halnego. Bardzo trudno zaś opowiedzieć o bohaterach, pokazując ich wyłącznie w ekstremalnych sytuacjach. Gdybyśmy pokazywali ich tylko w walce z żywiołem, taka formuła szybko by się wyczerpała. Z tego względu skala kolorystyczna jest o wiele bogatsza niż beże lub szarości. Zanim przychodzi halny, jak wspominałem, buduje się wał w Tatrach, a na dole robi się piękna pogoda. Świeci słońce, a patrząc na świat z linii gór ma się wrażenie, że Tatry od reszty świata oddziela jakaś magiczna ściana, my już jesteśmy w gęstej zadymce i czujemy coraz silniejsze podmuchy, widzimy jak podrywa się śnieg, jak kłębi się wszystko dookoła. Jesteśmy w środku ogromnej zawieruchy, a na dole jest piękna pogoda, świeci słońce i mamy obraz jak pocztówki. W warstwie kolorystycznej dużo zawdzięczamy wyczuciu i talentowi kolorysty, z którym pracowaliśmy w krakowskim Multilabie, czyli Glenowi Castinho. Glen najpierw intuicyjnie dobrał odcienie niebieskiego i szarości dla całego filmu, a potem wzmacniał je, gdy pokazywaliśmy pogodę. Dzięki jego pracy świat w naszym filmie jest lekko przybrudzony i surowy, a przez to autentyczny. Z kolei w nocy towarzyszy nam feeria kolorów generowana przez światła samochodów służb ratunkowych, a więc dużo czerwieni i granatowego. Glen wprowadził ziarno, które rozmiękczyło ostrość i sztuczność cyfrowego obrazu. Dzięki temu powstało wrażenie większej głębi obrazu. Praca z nim i zespołem Multilabu okazała się przyjemnością.


Kadr z filmu "Wiatr. Thriller dokumentalny", reżyseria: Michał Bielawski, zdjęcia: Bartek Solik

Czy Waszą pracę wsparły efekty specjalne?

Powiem tak: wiatru nie udawaliśmy! W kilku miejscach natomiast, aby płynniej połączyć ze sobą sceny musieliśmy dodać trochę cyfrowego śniegu, na którymś z ujęć usuwaliśmy widoczną w ujęciu tyczkę dźwiękowca.

Bardzo istotny w filmie jest dźwięk…

Wiedzieliśmy, że dźwiękiem będzie można pomóc filmowi i nadrobić zaległości, które powstały w wyniku pracy małą mobilną ekipą. Staraliśmy się nagrywać go na planie, ale z rejestracją wiatru pojawiał się czasami problem. Dzięki koprodukcji z partnerami ze Słowacji mogliśmy jednak pracować z doświadczonym dźwiękowcem Martinem Mercem, który wcześniej zrealizował dźwięk do produkcji bardzo cenionego na Słowacji autora filmów górskich, reżysera Pavola Barabáša. Tak więc, poza samymi efektami synchronicznymi, w wielu miejscach staraliśmy się pracować nad całą gamą dźwięków, pracowaliśmy bardzo kreacyjnie, aby dodawane efekty w pełni wspierały intensywność doświadczenia wiatru halnego.

Skoro film otwiera Krakowski Festiwal Filmowy, pewnie tutaj wcześniej projekt był rozwijany?

Film był rzeczywiście dwukrotnie prezentowany w ramach programu Doc Lab Poland. Byliśmy uczestnikami warsztatów Docs to Start i otrzymaliśmy w Krakowie nagrodę festiwalu Dok Leipzig, dzięki czemu zostaliśmy zaproszeni na market w Lipsku. Następnie prezentowaliśmy projekt w ramach programu Docs to Go i wtedy otrzymaliśmy nagrodę Krakowskiego Parku Technologicznego. Dzięki temu trafiliśmy do Multilabu. Mamy też za sobą kilka innych warsztatów i marketów: m.in. Lisbon Docs w Portugalii, organizowane przez European Documentary Network i prezentację w ramach programu Last Stop Trieste na festiwalu filmowym w Trieście. Światowa premiera filmu odbyła się podczas Visions du Réel w szwajcarskim Nyon. To jeden z najbardziej liczących się festiwali dokumentalnych na świecie. Wieje tam wiatr podobny do halnego, więc i dlatego jesteśmy ciekawi jak film odbierze tamtejsza publiczność.

Co wnosili kolejni tutorzy; czy wykorzystaliście ich pomysły jeden do jednego, czy raczej traktowaliście je jako pewne wskazanie kierunku, w którym warto pójść?

Film przeszedł długą drogę i na każdym etapie spotkania z kolejnymi tutorami wnosiły coś nowego. Na początku trzeba było nauczyć się mówić o projekcie. Aby opowiadać o nim przekonująco trzeba samemu być przekonanym, stworzyć dramaturgię mówienia o projekcie. To z pewnością przenosi się potem na sposób, w jaki zaczyna się o nim myśleć. Każdy z warsztatów zbliżał nas więc do pełniejszego rozumienia, czym będzie ten film, a jednym z najważniejszych efektów spotkań z tutorami jest podtytuł naszego filmu. Zależało nam na tym, aby film niósł ze sobą silne emocje i stąd sięgnięcie po doświadczenia kina gatunkowego.

Rozmawiała: Jolanta Tokarczyk
wywiad ukazał się również w magazynie "Film& Tv Kamera" nr 2/2019
Zdjęcie główne i slider: Piotr Litwic


Kadr z filmu "Wiatr. Thriller dokumentalny", reżyseria: Michał Bielawski, zdjęcia: Bartek Solik



Filmy, które zwyciężyły w 58. edycji Krakowskiego Festiwalu Filmowego obejrzycie do 2 czerwca 2019 roku bezpłatnie w vod.pl.


Dokument Michała Bielawskiego "Drużyna" (2014) obejrzycie w legalnych źródłach, m.in. Cineman | vod.pl




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura






Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Spodobał Ci się nasz artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 👍


Do góry!