Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Kilka pięknych nut wynagradza niedostatki innych nut

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Kilka pięknych nut wynagradza niedostatki innych nut

Kilka pięknych nut wynagradza niedostatki innych nut

22.12.21

„Strój Mikołaja został, więc któregoś dnia, już jako dorosła postanowiłam: «Róbmy to! Przebierajmy się!». Więc przebieramy się do tej pory. Ja się z przyjemnością przebieram za Mikołaja i pytam rodziców, czy byli grzeczni, czy zasłużyli na prezenty.” - mówi Dorota Miśkiewicz. „Bardzo lubimy ten wieczór, ponieważ czekamy na niego cały dzień, aż ta pierwsza gwiazdka wreszcie się pojawi i wtedy można zasiąść sobie oczywiście za stołem.” - dodaje jej ojciec Henryk. Z muzyczną rodziną Miśkiewiczów, nie tylko o ich tradycjach świątecznych, podczas nagrania kolędy „Dzisiaj w Betlejem” dla Legalnej Kultury, rozmawiał Paweł Rojek.

 

To jeszcze może zacznijmy od początku, czyli jak to się stało, że zaczęliście wspólnie rodzinnie muzykować? Kiedy córka dołączyła do wspólnej zabawy muzycznej?

 

Henryk Miśkiewicz: No, to było bardzo, bardzo dawno, jak byłem młodym człowiekiem, dzieci posłaliśmy do szkoły muzycznej. Ale przed rozpoczęciem nauki w szkole, też się bawiły muzyką. Dorotka miała duże zainteresowania, jeżeli chodzi o śpiewanie. U babci zamykała się na przykład w ubikacji, gdzie była spłuczka z gałką przypominającą mikrofon, do tej gałki śpiewała. Dzieci dorastały, myśmy zaczęli się troszeczkę starzeć, no i z czasem zaczęliśmy wspólnie muzykować. Myślę, że to było dość wcześnie. Kiedy dzieci miały po 10 lat już razem śpiewaliśmy i graliśmy kolędy, prawda?

 

Dorota Miśkiewicz: Chyba byliśmy wtedy już nastolatkami. Pamiętam, jak siadaliśmy przy pianinie w okresie świątecznym, wyjmowaliśmy wzmacniacz, podłączaliśmy mikrofon.

 

H.M.: Michał miał taką imitację bębnów, zestaw ćwiczeniowy, tzw „pady”.

 

D.M.: Za pierwszym razem to nawet nie wiem, czy miał już pady, czy nie tłukł po kanapie, bo wszystko służyło mu za perkusję. Ale faktycznie, to są miłe wspomnienia naszego wspólnego śpiewania kolęd, które wtedy miało moc szczególną, bo było jak koncert.

 

H.M.: Trwa to do dzisiaj. Zawsze, jeżeli jesteśmy razem na święta, to kolędujemy, gramy, śpiewamy, kontynuujemy tę tradycję.

 

Czy macie jakieś inne rodzinne tradycje świąteczne? Czy macie jakąś specjalną tradycję?

 

D.M.: Mikołaj! Jako dziecko, nie wiedziałam kto się za tego Mikołaja przebierał. Za każdym razem pewnie ktoś inny. Nie wiem, czy tata nawet pamięta kto to był. Strój Mikołaja został, więc któregoś dnia, już jako dorosła postanowiłam: „Róbmy to! Przebierajmy się!”. Więc przebieramy się do tej pory. Ja się z przyjemnością przebieram za Mikołaja i pytam rodziców, czy byli grzeczni, czy zasłużyli na prezenty. To jest taka, właściwie można powiedzieć, nasza tradycja rodzinna, że zawsze ktoś przebiera się za Mikołaja.

 

H.M.: Bywało też tak, że prosiliśmy sąsiada, którego dzieci nie znały, żeby się przebrał.

 

D.M.: Jak ja się przyglądałam wtedy rękom, czy to są taty ręce? A może to są wujka? A jakieś takie nieznajome ręce, a to może sąsiada właśnie…


Fot. Fundacja Legalna Kultura


A jakieś specjalne potrawy świąteczne?

 

D.M.: Mistrzem kuchni jest tata, więc tata przygotowuje praktycznie większość wigilii.

 

H.M.: No tak, w związku z tym, że jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn, to przed świętami też sprzątam, robię zakupy, później gotuję. Te potrawy, które powinny być na stole, to raczej są.

 

D.M.: Karp jest wspaniały. Najlepszy!

 

H.M.: Bardzo lubimy ten wieczór, ponieważ czekamy na niego cały dzień, aż ta pierwsza gwiazdka wreszcie się pojawi i wtedy można zasiąść sobie oczywiście za stołem.

 

D.M.: Z tą gwiazdką, to pamiętam jak było: „No tata, przecież tam jest już gwiazdka!” „Nie, no nie ma jeszcze. Nie, to nie jest gwiazdka.” Bo jeszcze nie było gotowe.

 

H.M.: Jeszcze karpie się nie usmażyły.

 

D.M.: Jeszcze nie. Ale też było: „No jest! Przecież widzisz ,no jest!” „No jak jest, jak nie ma?” „No jest!” Więc tak to właśnie jest z tą gwiazdką jest, ale jak już ona „jest”, to faktycznie bardzo lubimy usiąść razem przy stole i też lubimy po prostu zjadać te taty potrawy, bo są pyszne, a my lubimy jeść.

 

Rozumiem, że wasze wspólne muzykowanie już nie ogranicza się tylko do świąt. Ponieważ Dorota dorosła i Michał też i wspólnie gracie koncerty. Jak to wyglądało w tym roku? Jak to wygląda ostatnio? Teraz pandemia była, więc pewnie było troszkę gorzej.

 

D.M.: Ten rok był dla nas o tyle ważny, że tata skończył 70 lat, więc przez cały rok świętowaliśmy jego siedemdziesięciolecie. Miał piękny koncert jubileuszowy i wydaliśmy nawet z tej okazji wspólną płytę pod tytułem „Nasza miłość”. Ja na niej śpiewam, tata gra, są taty piosenki, mój brat, Michał, gra na perkusji, Piotr Orzechowski na fortepianie, Sławomir Kurkiewicz na kontrabasie. Więc, to są takie nasze małe obchody – cały ten rok, który był. I tak naprawdę to jest nasza pierwsza płyta, taka wspólna, razem nagrana. Bo do tej pory Tata nagrywał swoje płyty – zapraszał mnie do jednego utworu; ja nagrywałam – tatę do jednego zaprosiłam. A to jest nasza pierwsza płyta nagrana naprawdę wspólnie, na takich partnerskich zasadach.

 

H.M.: No właśnie, jeśli chodzi o muzykowanie, to jednak różni się to bardzo od czasów, kiedy dzieci były dziećmi. Tamto muzykowanie na czym innym polegało. Teraz jest to po prostu na poważnie. Jesteśmy równorzędnymi partnerami. Będąc rodziną, nie myślimy już tymi kategoriami. Skupiamy się tylko na muzyce.



Fot. Fundacja Legalna Kultura


A jak ta ewolucja wyglądała – od dzieci grających z rodzicami, do partnerowania? Kiedy poczułaś się prawdziwą partnerką w muzyce?

 

D.M: Proces dojrzewania muzycznego jest zawsze rozłożony w czasie. I nie ma jednego momentu, w którym czuję: „O teraz mogę nagrać wreszcie z tatą płytę, bo nie będzie to wyglądało, że tatuś ciągnie córeczkę za uszy.” To idzie stopniowo. Nagrywałam kolejne projekty, czułam się coraz pewniej. I ktoś po prostu odkrył, że przecież tata kończy w tym roku 70 lat, może to jest okazja, żeby tę płytę nagrać. Pomyślałam:  „To świetnie”, bo to jest pomysł, który miałam już od jakiegoś czasu w głowie – nagrajmy płytę. I tata, jak się okazuje, też miał taki pomysł w głowie, tylko nic nie mówił.

 

Jak to wyglądało ze strony taty? Ta obserwacja procesu dojrzewania córki? Czasem trzeba było się chyba powstrzymywać, żeby nie pchać jej w konkretnym kierunku…

 

H.M.: No tak, tak. Oczywiście. Rozwój dzieci to zawsze długi okres, ale z roku na rok było słychać, że jest coraz lepiej. Że dzieci dorastają, są już muzycznie coraz bardziej dojrzałe. Zresztą patrzyłem na to, z kim pracują, Dorota w czasie studiów zaczęła współpracę z Włodziem Nahornym, Michał był jeszcze niepełnoletni, gdy dostał się do zespołu Tomasza Stańko. Od dawna już wiedziałem, że sobie poradzą.

 

Nagraliście kolędę dla Legalnej Kultury. Od lat, szczególnie Dorota, wspiera działania Fundacji. Pojawiła się informacja, że Polska jest liderem, jeżeli chodzi o walkę z piractwem i najmniej osób korzysta z serwisów peer-to-peer. Jak z Twojej perspektywy wyglądała praca nad uświadamianiem ludzi.

 

D.M.: Myślę, że ze świadomością ludzi jednak jest coraz lepiej w Polsce. Chociaż piractwo nadal kwitnie, ale dzisiaj tak naprawdę nie trzeba nic piratować. Wszystko jest naprawdę dostępne. Tylko należy się pochylić nad tym, gdzie w Internecie są legalne źródła. I można się do nich dostać. Więc wydaje mi się, że to się naprawdę zmienia i że jest coraz lepiej. Coraz mniej płyt się sprzedaje, a coraz więcej muzyki czerpiemy z Internetu. To akurat dla artystów jest nie najlepsze, tym bardziej liczymy na uczciwość naszych odbiorców. Na razie Internet przypomina worek, do którego się wrzuca i z którego się bierze bez zastanowienia. Warto znać kilka podstawowych zasad poruszania się po sieci. Tak samo jak jeździmy samochodem i znamy kodeks ruchu drogowego, tak samo powinniśmy mieć świadomość, że istnieje coś takiego jak np. prawo autorskie. Ta wiedza jest jeszcze troszeczkę za niska w naszym społeczeństwie, ale mam nadzieję, że to się zmieni.

 

Udało się w tym roku nagrać płytę, a czy udało się koncertować? Przez rok co najmniej byliście totalnie wyłączeni z możliwości koncertowania, grania i spotykania się muzycznie z ludźmi.

 

D.M.: Z powodu pandemii koncertowanie jest nieco utrudnione, ale nie jest niemożliwe. I zagraliśmy w sumie wiele wspaniałych koncertów, w wielu super miastach. I tak naprawdę mamy nadzieję przedłużyć sobie jeszcze ten rok 2021 na 2022 i świętować jubileusz taty jeszcze kolejny rok. I dalej grać koncerty. Na szczęście nie jesteśmy tak zupełnie zamknięci, jak to wcześniej bywało. Publiczność może przychodzić na koncerty. Muzyka jest ciągle ludziom potrzebna.

 

H.M.: I każdy koncert jest dla nas rozwijający, każdy koncert jest inny i z każdym koncertem bardziej się rozumiemy. Po prostu muzykujemy na coraz wyższym poziomie.

 

D.M.: To jeszcze raz nagrywamy płytę? Ty byś chciał, ja wiem...

 

H.M.:  Koncertową wersję - tak.



Fot. Fundacja Legalna Kultura


Każdy muzyk potrzebuje widowni, ale mam wrażenie, że jazz jako taka muzyka bardzo żywa, która cały czas się zmienia, jeszcze bardziej potrzebuje publiczności. Jaką macie też odpowiedź ze strony ludzi na koncertach?

 

D.M.: Ludzie reagują bardzo dobrze. Ci, którzy przychodzą na nasze koncerty, to są fani jazzu. Oni chcą słuchać właśnie takiej muzyki. A nie jest to muzyka bardzo łatwa, zawiera rozbudowane improwizacje, skomplikowane struktury harmoniczne, ale z drugiej strony są piękne teksty, jest melodyjność w tych utworach. A energia, która płynie z jazzu - nawet jeżeli jakaś improwizacja jest trudniejsza dla słuchacza - to energia jest taka, że trzeba się dać porwać i myślę, że to jest to, co ludzie czują, bo naprawdę reagują tak jak należy.

 

H.M.: Nas te brawa, które otrzymujemy po solówkach, popychają do przodu, inspirują do coraz lepszego grania. I naprawdę, mówiąc nieskromnie, nasze koncerty bardzo się podobają. I nie było koncertu, żeby ludzie nie wstali. 

 

Jest coś takiego jak jam session, czyli wspólne granie ludzi, którzy się praktycznie nie znają. U was w rodzinie pewnie sesje improwizacyjne robią się naturalnie. Czy efektem takiej sesji była kolęda, którą nagraliście dla Legalnej Kultury?

 

H.M.: W zasadzie tak. Spotkaliśmy się i zaczęliśmy sobie grać. Mamy w repertuarze też taki duet, który wykonujemy podczas koncertów, w tym właśnie zestawie: saksofon, wokal. Także już się trochę dotarliśmy w kwestii grania w duecie, poznaliśmy się muzycznie na tyle, że to nasze „dżemowanie” było łatwiejsze tym razem. Szybko się dogadaliśmy.

 

D.M.: To też nie jest tak, że my sobie siadamy i po prostu improwizujemy i nagle, ni stąd, ni zowąd pojawia się „Dzisiaj w Betlejem”. Trzeba mieć jakiś pomysł. Jechałam sobie samochodem na próbę do taty i zaczęłam nucić. I znalazłam frazę, na której – jak pomyślałam – można by było oprzeć całość. I przyjechałam, zaśpiewałam mu ją i mówię: „No dobrze, to próbujemy i zobaczymy co z tego wyjdzie.” No i potem faktycznie trochę tego „dżemowania” było, ale też trzeba to „dżemowanie” trochę zaaranżować. Żeby było wiadomo kto i kiedy gra solo, kiedy jest zwrotka, kiedy pauza. To trochę trzeba zaplanować też.

 

H.M.: Ale samej improwizacji już się nie planuje. To już jak pójdzie, tak pójdzie.

 

Nagrywaliśmy teraz ten utwór kilka razy. Za każdym razem coś zmieniając. Czy jest w jazzie taki moment, w którym się mówi: „Dobra, mamy już tę wersję”? Czy zawsze pojawia się myśl: „Jeszcze zagramy coś. Spróbujemy jeszcze tego. Posłuchamy siebie nawzajem.”?

 

D.M.: Ja myślę, że to pytanie dotyczy nie tylko jazzu, tylko muzyki w ogóle. Czy jest taka wersja, z której już jesteśmy w pełni zadowoleni? To chyba zależy od człowieka.

 

H.M.: Chyba nie ma takiej.

 

D.M.: Są tacy, którzy nigdy nie są zadowoleni. Ale czasami zdarza się, że kilka pięknych nut wynagradza niedostatki innych nut, i wiemy, że ta wersja musi zostać. Nawet, jeżeli jest niedoskonała.

 

H.M.: Nawet jeżeli już nam się podoba, to i tak gdzieś z tyłu głowy mamy to, że może by dało się to zagrać jeszcze lepiej. Może nagramy jeszcze jedną wersję. Tak można grać, grać i grać, a przeważnie pierwsze wersje są jedne z lepszych.

 

D.M.: Coś w tym jest.



Fot. Fundacja Legalna Kultura


Zaczęliśmy nagraniem kolędy, a wiem, że to nie jest jedna kolęda, którą nagrałaś w tym roku...

 

Tak, nagrałam też płytę z kolędami „Gore Gwiazda Jezusowi”. To jest absolutna świeżynka, bo została teraz na święta wydana z Chórem Polskiego Radia pod dyrekcją Marii Piotrowskiej-Bogaleckiej i z zespołem Pawła Tomaszewskiego. Chór śpiewa pięknie i całość też jest pięknie zaaranżowana przez Pawła. Kolędy w dużej obsadzie zawsze brzmią odświętnie, więc tym bardziej jestem szczęśliwa, że udało nam się nawiązać współpracę. Jak patrzę na obie płyty tegoroczne – na tę nagraną z tatą oraz tę kolędową - to sobie przypominam, jak z tatą śpiewałam kolędy, kiedy byłam mała... Historia zatacza koło.

 

Jak byście mogli wyrazić jakieś swoje marzenie, czy swoje życzenie na najbliższy rok, poza tym, żeby ten jubileusz trwał dalej i można było razem grać, co by to było?

 

D.M.: Żeby pandemia zniknęła całkowicie, takie mam marzenie. Żebyśmy wszyscy byli zdrowi, mądrzy i dobrzy dla siebie. I to chyba wystarczy. I żebyśmy wszyscy słuchali muzyki! Z legalnych źródeł oczywiście!





Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Jeśli podoba Ci się nasz artykuł, możesz go udostępnić


Do góry!