CZYTELNIA KULTURALNA
/ Polecamy
Braterska miłość wystawiona na próbę
04.12.25
Są we dwóch niemal „od zawsze”. I choć braterska miłość czasami bywa szorstka, wiedzą, że w najtrudniejszych momentach mogą na siebie liczyć. Bracia, bo o nich jest ta opowieść, to subtelne kino utkane przez reżysera, Macieja Sobieszczańskiego („Zgoda”, „Performer”), z niełatwych emocji. Premiera filmu „Brat” w polskich kinach 5 grudnia 2025.
Taka właśnie, poruszająca, brutalnie prawdziwa, lecz niepozbawiona czułości, jest ta historia; walki o marzenia, rodzinę i miłość. „Brat” to również opowieść o kruchej kobiecie, która musi znaleźć w sobie siłę, by przeprowadzić synów przez trudny czas dojrzewania bez ojca, ocalić ich niewinność i dać sobie szansę na szczęście. W filmie występują: Agnieszka Grochowska, Julian Świeżewski, Tomasz Schuchardt i Jacek Braciak, a po raz pierwszy na ekranie pojawiają się młodzi odtwórcy: Filip Wiłkomirski i Tytus Szymczuk.
W świecie przemocy, niespełnionych ambicji i narastającego chaosu filmowa rodzina zostaje wystawiona na próbę. 14-letni Dawid opiekuje się młodszym bratem i próbuje sprostać oczekiwaniom matki, która chce wyrwać się z toksycznej przeszłości i zacząć od nowa, bez męża osadzonego w więzieniu. Choć chłopak ma talent i siłę, to w codzienności rozpiętej między szkołą, domem i ulicą coraz trudniej mu zachować kontrolę. Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy w ich życie wkracza Konrad – jedyny dorosły, któremu Dawid naprawdę ufa. To jednak dopiero początek burzliwych wydarzeń, które mogą ostatecznie rozbić tę rodzinę… albo ją ocalić.
– Wszystko zaczęło się od koncepcji na scenę, z jaką przyszedł na zajęcia jeden ze studentów, Grzegorz Puda – wspomina Maciej Sobieszczański. – Scena była zaproszeniem do świata, który dobrze znałem: dwóch synów wychowywanych przez matkę pielęgniarkę. Obaj z Grzegorzem wychowaliśmy się w podobnych rodzinach. A że potrafiliśmy spotkać się twórczo, zdecydowałem się wrócić do tej współpracy, kiedy szukałem pomysłu na nowy film – wyjaśnia reżyser.
Z czasem krótka scena rozrosła się do pełnometrażowego filmu. W centrum wydarzeń „Brata” pozostało dwóch braci i matka. Agnieszka próbuje ocalić siebie oraz synów przed dziedzictwem przemocy. Czternastoletni Dawid musi przyjąć rolę dorosłego, z którą sobie nie radzi. Jego młodszy brat Michał wierzy, że chroni rodzinę, ale jego decyzje będą miały tragiczne konsekwencje. – Chociaż opowiadamy fikcyjną historię, jest w niej sporo naszych osobistych doświadczeń – przyznaje Sobieszczański.
Fot. J.J Sus/Monolith Films
– Maciek szuka nieoczywistych rozwiązań – najpierw jako scenarzysta, potem jako reżyser. Zaufałam mu już po naszych pierwszych rozmowach – mówi z kolei Agnieszka Grochowska. Ceniona aktorka dołączyła do projektu na wczesnym etapie przygotowań. – Kiedy przeczytałam scenariusz, wyłonił się z niego brutalny obraz rodzicielstwa – daleki od tego, co sama chcę realizować. Ale znalazłam w nim także znajome obawy oraz to poczucie winy, że sobie nie radzisz, które dopada wielu z nas. W końcu jesteśmy tylko ludźmi.
Samotna matka, w którą wciela się Grochowska, to postać niejednoznaczna, pełna paradoksów. – W wielu sytuacjach okazuje się zupełnie bezsilna. Agnieszka popełnia błędy, robi rzeczy niedopuszczalne, sięga po przemoc – ale nie wypiera się tego, nie szuka dla siebie usprawiedliwień – mówi aktorka. – Na przekór swoim słabościom, a może właśnie w nich, znajduje ogromną siłę i determinację. Stojąc na krawędzi, decyduje się podjąć walkę. Walkę o rodzinę, o swoje dzieci, ale przede wszystkim o siebie – dodaje.
Postać Konrada, trenera judo, została napisana z myślą o Julianie Świeżewskim. – Maciek był pierwszym reżyserem, który zdecydował się powierzyć mi większą rolę w kinie. Spotkaliśmy się przy pracy nad „Zgodą” – wspomina aktor. – Byliśmy w kontakcie od dość wczesnego etapu scenariusza, towarzyszyłem mu w procesie researchu, kiedy na potrzeby „Brata” rozpoznawał środowisko judoków. Jeździłem na zawody, miałem okazję poczuć klimat rywalizacji, zrozumieć te emocje – tłumaczy Świeżewski. – Podglądałem trenerów. To niezwykły rodzaj skupienia, zaangażowania. Mam wrażenie, że część z tych trenerów poprzez rywalizację swoich podopiecznych rozgrywa przy okazji własną walkę. Dlatego trudno im zachować dystans.
Julian Świeżewski przez wiele tygodni brał udział w treningach. – Wśród tych wszystkich dzieci poczułem się jak żółtodziób – przyznaje. I nie ukrywa, jak dużo mu to dało. – Zwykle podchodzę do roli bardzo intelektualnie i analitycznie, teraz, zamiast głową zacząłem myśleć ciałem. Mój bohater jest archetypem pewnych męskich cech, takiego zdrowego ojcostwa, pierwiastka, którego brakowało w tej rodzinie – tłumaczy Świeżewski. – Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nieco go nie „przybrudził”. Zastanawiałem się, skąd w Konradzie imperatyw, żeby zastąpić ojca i męża. Czy przypadkiem wcześniej w życiu czegoś nie zawalił i nie próbuje tego naprawić? Ale nawet jeśli załatwia przy okazji swoje potrzeby, to koniec końców próbuje wyjść ze schematu, w którym utknął. Ważne było dla mnie, że chociaż ta historia ma w sobie mrok i przemoc, to jest w niej też światło – tłumacz aktor.
Fot. L.Bak/Monolith Films
Konrad wydaje się przeciwieństwem ojca braci, który komunikuje się z synami zza krat więzienia. – Nie widzimy go, ale widzimy, jaki wpływ ma na rodzinę – podkreśla Maciej Sobieszczański. – To patologiczny Bóg Ojciec: zapewnia bezpieczeństwo, ale nie daje miłości. Pilnuje, kontroluje, nie znosi sprzeciwu – mówi reżyser.
Przedłużenie ojcowskiej ręki stanowi postać wujka, w którego w filmie wciela się Tomasz Schuchardt. – Od początku wiedziałem, że to nie będzie duża rola, ale byłem ciekawy współpracy z Maćkiem. Już pierwsze próby improwizowane z młodymi aktorami uświadomiły mi, jak wyjątkowe osobowości udało mu się znaleźć – mówi aktor. – Wujek pojawia się rzadko, ale za każdym razem wprowadza niepokój w życiu chłopców i Agnieszki. Upewnia się, czy zasady i granice, które postawił ojciec, są na pewno przestrzegane. Bo chociaż ojciec siedzi w więzieniu, dalej chce mieć nad wszystkim kontrolę – tłumaczy Schuchardt.
Ojciec grany przez Jacka Braciaka reprezentuje system patriarchalny. – Ten system odbija się w obu synach, którzy podzielili się obowiązkami ojca – zauważa Sobieszczański. – Jeden opiekuje się bratem, drugi matką. Starszy z nich, Dawid, zaczyna rozumieć, że świat jest nieco bardziej skomplikowany. Młodszy, ślepo posłuszny ojcu Michał, trzyma się status quo, bo lepsza najgorsza pewność od niepewności.
Dawid trenuje judo – i właśnie tym tropem poszli twórcy, organizując szeroko zakrojony casting wśród młodych judoków. – Okazało się, że te dzieci mają w sobie wyjątkową moc – mówi Sobieszczański. – Na co dzień ciężko trenują, są niesłychanie zdyscyplinowane. Nie mają wyrobionych odruchów przed kamerą, jak dzieci występujące w reklamach czy serialach, ale za to są przyzwyczajone do walki i do tego, że porażka na macie nic nie znaczy. Porażka cię nie umniejsza, nie deprecjonuje. Podnosisz się, poprawiasz judogę i pas, kłaniasz się przeciwnikowi i próbujesz dalej. Kolejną walkę możesz wygrać.
Fot. L.Bak/Monolith Films
Filip Wiłkomirski, filmowy Dawid, został wybrany do roli po wielomiesięcznych poszukiwaniach w kilkunastu miastach Polski. Jest jednym z najzdolniejszych zawodników judo w swojej kategorii wiekowej, zdobywał Mistrzostwo Polski i medale na ważnych imprezach. Jego marzeniem jest zostać mistrzem olimpijskim. Trenuje w klubie Hato Judo w Warszawie. Pasją do sportu zaraził go tata, Krzysztof Wiłkomirski, brązowy medalista Mistrzostwa Świata i Europy, dwukrotny olimpijczyk. – Sporo nas łączy, może dlatego tak łatwo było mi wczuć się w sytuację Dawida? – zastanawia się Wiłkomirski. – Od lat trenuję judo, a rola starszego brata przyszła mi naturalnie, bo sam mam rodzeństwo. Z Tytusem od początku trzymaliśmy się razem, szybko się polubiliśmy i myślę, że ta relacja poza planem przełożyła się również na bliskość między nami, którą widać na ekranie.
Michała zagrał Tytus Szymczuk. Swoją przygodę ze sportem rozpoczął w wieku trzech lat. Pierwszą judogę podarował mu jego idol i przyjaciel taty – Waldemar Legień, dwukrotny mistrz olimpijski. Tytus w judo odnosi sukcesy na międzynarodowych zawodach. Podróże są dla niego pasją nie mniej ważną niż sport.
– Czułem, jakbym znał Filipa od urodzenia. Nawet rozmawialiśmy o tym, że szkoda, że nie jesteśmy braćmi – potwierdza Tytus Szymczuk. Kiedy po treningu bawił się z kolegami, okazało się, że obok odbywa się casting. – Tata namówił mnie, żebym spróbował. Wiedział, że marzyło mi się aktorstwo – wspomina Tytus. – Maciek powiedział, że ukradłem portfel, a moje zadanie polegało na tym, żeby go okłamać, że tego nie zrobiłem.
Filip Wiłkomirski nie ukrywa, że na początku dopadł go stres. – Nie wiedziałem, czego się spodziewać, wszystko było dla mnie zupełnie nowe. Postanowiłem jednak podejść do tego tak, jak do walki na macie. Jak się okazało, denerwowałem się zupełnie niepotrzebnie. Od pierwszych dni byłem traktowany po partnersku, a dodatkowej pewności siebie dodało mi doświadczenie wyniesione z treningów judo, co było kluczowe dla wielu scen.
Agnieszka Grochowska śmieje się, że do roli braci udało się znaleźć chłopców, którzy są bardziej podobni do niej niż jej rodzone dzieci. – Wiele razy Maciek i autorka zdjęć Jola Dylewska rejestrowali nasze prawdziwe reakcje – mówi Agnieszka Grochowska. – Chociaż Tytus i Dawid znali scenariusz, tak głęboko wchodzili w swoje postaci, że naprawdę przeżywali każdą scenę – byli autentycznie przejęci, zaskoczeni, wzruszeni. Dokładnie tak, jak poczuliby się ich bohaterowie – dodaje aktorka. – Pamiętam scenę, w której czytam chłopcom list – bo czasem właśnie w taki sposób łatwiej przekazać trudne rzeczy. Albo naszą wspólną podróż samochodem. Wystarczy fragment twarzy matki i zarys profilu dziecka w tle – i cały ciężar emocji staje się widoczny bez słów.
– Kamera zachowuje styl relacji bohaterów – wyjaśnia autorka zdjęć Jolanta Dylewska. – Bywa blisko nich, intymnie, tak jak oni są ze sobą. Długo utrzymując relację z obserwowaną postacią. I tak jak im się zdarza ranić się nawzajem – kamera nagle zrywa tę intymność: rozszerzając ogniskową albo zmieniając wielkość planu, obiektywizując nieprzyjemnie punkt widzenia.
Fot. L.Bak/Monolith Films
– Dla mnie to przede wszystkim opowieść o tym, czy to, gdzie się urodziliśmy i w jakich warunkach się wychowujemy, musi na zawsze determinować nasz los – mówi Tomasz Schuchardt. – Podoba mi się metafora z judo. Główny bohater ma w sobie coś z fightera nie tylko w sportowej rywalizacji, ale też w życiu. Dlatego wierzymy, że ma szansę wygrać.
Twórców interesowała głęboko intymna perspektywa dzieci, które znalazły się w sytuacji bez wyjścia. – Chcieliśmy opowiedzieć o życiu w lęku, którego dzieci nie są już w stanie dłużej dźwigać. Pokazać dramat rozgrywający się w ciszy, bez żadnego wsparcia, bo rodzice okazują się w takich sytuacjach bezradni, a profesjonalnej opieki psychiatrycznej brakuje. Ale zależało nam, żeby na przekór wszystkiemu ten film niósł nadzieję – dodaje Maciej Sobieszczański.
Większość zdjęć do „Brata” powstała w Żyrardowie, ale historia jest ściśle powiązana z Gdańskiem, gdzie istnieje jedna z najlepszych Szkół Mistrzostwa Sportowego w Polsce.
Podróż rodziny z niewielkiej miejscowości na Mazowszu do Gdańska, który stanie się dla Dawida miejscem spełnienia wielkiego sportowego marzenia, jest także osobistą opowieścią reżysera, który przed laty przebył niemal tę samą drogę, co bohater jego filmu, wyruszając z niewielkiej miejscowości na Mazurach do Technikum Budowy Okrętów w Gdańsku (Conradinum), które ukończył w 1990 roku.
Muzykę skomponował Antoni Komasa-Łazarkiewicz. Przed filmem usłyszycie spot „W czerni kina” w wykonaniu reżysera Macieja Sobieszczańskiego.
Jolanta Tokarczyk
Zdjęcia wykorzystane w tekście: J.J.Sus i L.Bak; dystrybutor Monolith Films.
Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura

Najnowsze - na skróty





