„Strefa interesów” – sielanka za murem Auschwitz

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Polecamy

„Strefa interesów” – sielanka za murem Auschwitz

„Strefa interesów” – sielanka za murem Auschwitz

14.03.24

Dwa Oscary, Europejska Nagroda Filmowa, dwie nagrody BAFTA, Grand Prix i kilka innych nagród w Cannes to tylko kilka z 55 nagród, jakie otrzymała „Strefa interesów”. Ten znakomity film powstał w całości w Polsce z udziałem polskich twórców. To porażające studium banalności zła, w którym nigdy nie jesteśmy naocznymi świadkami ludobójstwa ani obozowej rzeczywistości. Wszystko, co brutalne, od czego chce się odwrócić wzrok, zostaje wypchnięte poza dom Rudolfa i Hedwigi, hermetycznie zamknięte poza ich codziennym życiem.

 

W „Strefie interesów” brytyjski reżyser Jonathan Glazer przygląda się domowej idylli w czasach nazistowskich Niemiec. Rudolf (Christian Friedel) wraz z żoną Hedwig (Sandra Hüller) oraz piątką dzieci i psem mieszkają w przestronnym, pedantycznie czystym domu z wypielęgnowanym ogrodem i szklarnią. Celebrują rodzinne obiady, marzą o wakacjach w ukochanych Włoszech. W weekendy lubią popływać kajakami lub pospacerować po lesie z przyjaciółmi. Jednak zza ścian ich domu często dobiegają niepokojące odgłosy, a czasem rozpaczliwe krzyki, ponieważ Rudolf Höss jest komendantem obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.


Zdjęcie: Jonathan Glazer i Łukasz Żal na planie filmu „Strefa interesów”, fot. materiały prasowe Gutek Film

 

Scenariusz filmu powstał w oparciu o powieść Martina Amisa „Strefa interesów”. Zdjęcia realizowano w całości w Polsce z udziałem polskich twórców, aktorów i statystów. Jedną z producentów filmu jest Ewa Puszczyńska, zdjęcia zrealizował Łukasz Żal (nominowany do Oscara za „Idę” i „Zimną wojnę”), kostiumy przygotowała Małgorzata Karpiuk, za scenografię i wystrój wnętrz odpowiadają Dominika Kobylińska, Joanna Kuś i Katarzyna Sikora, a za charakteryzację Waldemar Pokromski. „Strefa interesów” zdobyła Nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej w kategoriach Najlepszy Film Międzynarodowy i Najlepszy Dźwięk.

 


fot. materiały prasowe Gutek Film

 

Film otwiera sielankowa scena, w której wieloosobowa rodzina spędza radośnie i beztrosko czas nad rzeką. I taki obraz widzimy przez większość filmu. On jest ciężko pracującym żołnierzem, ona wzorową panią domu. Ich piękny dom sąsiaduje z wysokim murem zakończonym drutem kolczastym, a ponad nim widzimy dachy baraków. Gdyby nie komin, który stale dymi na czarno, pojawiające się za murem przerażające krzyki i odgłosy wystrzałów, moglibyśmy podejrzewać, że bohater filmu jest dowódcą jakiejś jednostki wojskowej stacjonującej gdzieś na świecie. Na początku w głównej narracji filmu pojawia się zaledwie kilka elementów sugerujących, że mamy do czynienia z czymś dużo straszniejszym: rozmowa o piecu pierścieniowym, w którym spalanie „ładunku” może trwać bez przerwy, złote zęby oglądane przez najstarszego syna, rozmowa żon oficerów o podziale łupów, czy czubki głów więźniów idących przez wysokie trzciny podczas przejażdżki konnej ojca z synem. Przez cały film tych akcentów w dialogach nie ma zbyt wiele.

 


fot. materiały prasowe Gutek Film

 

Dlatego ważne, żeby tego filmu słuchać bardzo uważnie, bo dźwięki dochodzące spoza muru opowiadają drugą historię - cierpienia i zagłady. Prawdopodobnie to właśnie ten element zadecydował, że film zdobył Oscara oraz Europejską Nagrodę Filmową w kategorii Najlepszy dźwięk. Dźwięk w tym filmie jest dodatkowym aktorem, który wraz z niepokojącą muzyką pokazuje, że pokazywana w warstwie wizualnie sielanka jest tylko pozorna i dotyczy jedynie rodziny głównych bohaterów.

 

Jeśli chodzi o warstwę wizualną, to mamy w niej jeszcze jeden element intrygujący i burzący fałszywą, subiektywną wizję świata bohaterów. Są nim czarno białe, zrealizowane wojskową kamerą termowizyjną ujęcia nocne. To właśnie w tych w scenach obserwujemy bohaterską postawę anonimowej postaci, którą w swojej mowie oscarowej przywołał Jonathan Glazer. Jest nią Aleksandra Bystroń-Kołodziejczyk, której historię chcielibyśmy wam przybliżyć, przy okazji opowieści o filmie „Strefa interesów”.


Zdjęcie: Julia Polaczek jako Aleksandra Bystroń-Kołodziejczyk. Kadr z filmu „Strefa interesów”

 

Podczas blisko dziesięcioletniej pracy nad tym projektem reżyser w pewnym momencie poczuł, że ta pełna zła historia potrzebuje kontrapunktu. Światło i nadzieję przyniosła historia łączniczki Aleksandry Bystroń-Kołodziejczyk, która jako nastolatka dostarczała więźniom jedzenie i leki. To jej pamięci zadedykowano „Strefę interesów”. W ekranową „Olenę" wciela się Julia Polaczek.

 

Aleksandra Bystroń-Kołodziejczyk urodziła się 26 lipca 1927 roku w położonych kilka kilometrów od Oświęcimia Brzeszczach. Jej rodzina miała wielopokoleniowe tradycje górnicze. Ojciec - patriota walczący na Śląsku Cieszyńskim pod komendą Hallera - przed wojną był mierniczym na kopalni w Brzeszczach. Po wybuchu II wojny światowej przebywał w obozach pracy, najpierw w Dachau, później w Gusen. W czasie niemieckiej okupacji Aleksandra wraz z siostrą dożywiała więźniów, organizowała lekarstwa i przenosiła grypsy. Wstąpiła do konspiracyjnej formacji ZWZ-AK, gdzie pełniła funkcję łączniczki. Działała pod pseudonimem „Olena”.

 

Zanim twórcy odkryli przeszłość i świadectwo łączniczki „Oleny", Jonathan Glazer czuł, że opowiadana przez niego historia zła uosabianego przez Rudolfa i Hedwigę ma w sobie tyle mroku, że potrzebuje przeciwwagi. Rozpoczął poszukiwanie - jak określa w wywiadach - „światła”.

 

Na historię Bystroń-Kołodziejczyk po raz pierwszy natknął się koproducent „Strefy interesów” Bartek Rainski. „W Muzeum Auschwitz-Birkenau pracowała pani, która zajmowała się filmowcami. Przed przystąpieniem do zdjęć Jonathan Glazer chciał spotkać się z jak największą liczbą ocalałych więźniów. To od niej otrzymaliśmy kontakty do osób z Oświęcimia i okolic, które przebywały w obozie. Któregoś dnia ta pani wspomniała, że ma jeszcze jedną osobę, która co prawda nigdy więźniarką nie była, ale mieszka w Brzeszczach i ma niesamowitą historię, którą powinniśmy poznać. Wtedy szukaliśmy z Jonathanem - jak my to nazywamy - światła. Trafiliśmy do Aleksandry, która opowiedziała nam całą swoją historię. W ten sposób znaleźliśmy nasze światło” - opowiedział Rainski w trakcie Q&A po specjalnym pokazie „Strefy interesów” w Muzeum Auschwitz-Birkenau.

 


fot. materiały prasowe Gutek Film

 

W jednej ze scen aktorka ma na sobie letnią sukienkę. To autentyczna, pochodząca z czasów II wojny światowej sukienka, którą na strychu Aleksandry Bystroń-Kołodziejczyk odnalazła kostiumografka Małgorzata Karpiuk.

 

„Potajemnie dla AK przygotowywałam też listy więźniów obozu. Imię, nazwisko więźnia, numer obozowy i kraj, z jakiego pochodził zapisywałam na karteczkach, które chowałam do rękawa. A jeśli to był Żyd, to się dopisywało: jude. Wieczorami w domu z tych karteczek przygotowywałam listy, które potem wysyłano do Wielkiej Brytanii” – opowiadała Aleksandra Bystroń-Kołodziejczyk w swoim świadectwie.

 

W „Strefie interesów” postać Aleksandry nie tylko dostarcza więźniom pożywienie, ale i odbiera od nich zaszyfrowane wiadomości. Jedną z nich jest ukryty zapis nutowy. Ten wątek zainspirowany został prawdziwą historią. Jak udało się ustalić, była to kompozycja z 1943 roku autorstwa przebywającego w Auschwitz-Birkenau Josepha Wolfa. Bystroń-Kołodziejczyk była tak zaangażowana w pomoc Żydom przebywającym w Jawischowitz - nazistowskim podobozie Auschwitz-Birkenau - że przylgnął do niej pseudonim „Judentante” (żydowska ciotka), z którego wówczas i po latach była bardzo dumna.


Zdjęcie: Aleksandra Bystroń-Kołodziejczyk z lewej. Źródło: Zasoby Muzeum Pamięci Mieszkańców Ziemi Oświęcimskiej

 

Szczególną odwagą wykazała się, gdy jawnie sprzeciwiła się katowaniu jednego z więźniów pracujących na kopalni. Było to w czasach, gdy sama pracowała w markowni kopalni Brzeszcze-Jawischowitz. Wspomnieniem tym podzieliła się z Muzeum Pamięci Mieszkańców Ziemi Oświęcimskiej Sabina Senkowska: „Pewnego dnia [Bystroń-Kołodziejczyk] zobaczyła, jak przy wydawaniu marek esesman katował jednego z więźniów. Był to Żyd pochodzenia belgijskiego. Nie mogła na to patrzeć. Odważyła się wówczas zatelefonować do komendanta podobozu Jawischowitz - Kowola i poprosiła go o interwencję w sprawie maltretowanego więźnia. Zaznaczyła ponadto, że jeśli nie pomoże, to w przyszłości nie dopisze na raportach żadnych dniówek, gdy będzie ich brakowało w rozliczeniach. Szantaż podziałał. Kowol kazał przyprowadzić tego więźnia do markowni. Jej odważna interwencja ocaliła mu życie.”


Jonathan Glazer spotkał się z Aleksandrą Bystroń-Kołodziejczyk w ostatnich latach jej życia. Zmarła w 2016 roku w wieku 89 lat.

 

„To dzięki niej tu siedzimy, bo wiemy, że jest w ludziach coś więcej niż tylko mrok. Dobro istnieje, nawet w takich momentach. Ona pokazała mi to w taki sposób, że poczułem się pobłogosławiony” – powiedział o Aleksandrze Bystroń-Kołodziejczyk Jonathan Glazer.

 

 





Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Spodobał Ci się nasz artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 👍


Do góry!