„Zima pod znakiem wrony”

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Polecamy

„Zima pod znakiem wrony”

„Zima pod znakiem wrony”

20.02.26

Zima pod znakiem strachu, niedowierzania, internowania...


Ten grudniowy poranek wielu Polaków zapamiętało do końca życia. Coś, co wydawało się niewyobrażalne, odtąd miało stać się rzeczywistością. Dzieci, czekające na swój poranny „Teleranek”, starsi, poprawiający z niepokojem anteny „śnieżących” analogowych telewizorów (być może się zepsuły), członkowie rodzin, chcący porozmawiać ze sobą przez głuchy od kilku godzin telefon.


I potem nagłe wystąpienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego, który uzasadniał wprowadzenie stanu wojennego okolicznościami „wyższej konieczności”.
Strach, przerażenie, niedowierzanie, terror, internowanie, śmierć.

13 grudnia 1981 roku władze komunistyczne (mieniące się Wyższą Radą Ocalenia Narodowego) pod przewodnictwem gen. Jaruzelskiego wprowadziły w Polsce stan wojenny. Trwał do 22 lipca 1983 roku. Efektem owego „ocalenia narodowego” było nie tylko wprowadzenie godziny milicyjnej, oznaczającej zakaz poruszania się po zmroku, ale też internowanie ponad 10 tys. działaczy opozycji, głównie z „Solidarności”. I późniejszych pacyfikacji, m.in. w kopalni „Wujek” – łącznie śmierć poniosło ponad 70 osób.

Film Katarzyny Adamik „Zima pod znakiem Wrony” nie koncentruje się jednak na podawaniu suchych faktów i dat. Inspirowany opowiadaniem „Profesor Andrews w Warszawie” Olgi Tokarczuk (laureatki Nagrody Nobla i Man Booker International Prize), odwołuje się do wydarzeń grudnia 1981 roku, kiedy to profesor Andrews, znana i kontrowersyjna lekarz psychiatra z Londynu, przyjeżdża do Warszawy na międzynarodowy kongres psychiatryczny. W Polsce opiekuje się nią młoda doktorantka Alina, pełna idealizmu i energii.

Podczas wystąpienia profesor Andrews wybucha jednak polityczny protest. Zmuszona do ucieczki, Joan trafia do mieszkania Aliny na Ursynowie. Gdy następnego dnia wprowadzony zostaje stan wojenny, świat wokół nagle przestaje działać – telefony milczą, ulice pustoszeją, miasto zamienia się w klatkę.
Joan staje się świadkiem zabójstwa młodego opozycjonisty. Przypadkowe zdjęcie, które robi, zamienia ją w obiekt pościgu tajnej policji. W obcym kraju, gdzie każdy może być donosicielem, a język jest barierą, Joan musi zaufać obcym ludziom i własnej intuicji.
Z pomocą Aliny i jej przyjaciół z podziemia próbuje przemycić dowody zbrodni do ambasady brytyjskiej. W miarę jak paranoja narasta, profesor zaczyna kwestionować własną percepcję – czy to, co widzi, jest rzeczywistością, czy snem?

Scenariusz (autorstwa Sandry Buchty, Kasi Adamik i Lucindy Coxon) otrzymał Specjalne Wyróżnienie ScripTeast 2018 w Cannes, gdzie jury uzasadniło swoją decyzję słowami:
„Ten scenariusz przedstawia porywającą, częściowo komiczną, częściowo surrealistyczną, a zarazem niebezpieczną podróż przez moment w historii Europy, który miał ogromne konsekwencje. To opowieść o złożonych relacjach między ludźmi z różnych kultur i środowisk – pełna empatii, napięcia i ironii.” I taki jest też ten film – na pograniczu jawy i snu, bo to, co się wydarza, wydaje się zupełnie nierealistyczne. Lecz takim właśnie, nierealistycznym, dostrzegła grudniową polską rzeczywistość bohaterka owej opowieści. Takim też, zupełnie nierealistycznym czasem, w jakim przyszło im żyć, wydawała się owa rzeczywistość milionom Polaków lat osiemdziesiątych.





Dostałam książkę Olgi Tokarczuk „Gra na wielu bębenkach” wiele lat temu i pamiętam bardzo dobrze moje pierwsze spotkanie z opowiadaniem o Profesorze Andrews. Od razu uderzyła mnie siła wizualna tej historii, jej swoista aura, humor i rytm opowiadania, co akurat jest bardzo częste, w tym, co pisze Olga Tokarczuk. Ale przede wszystkim udało jej się uchwycić w tym opowiadaniu coś, co było dla mnie bardzo osobistym przeżyciem. Kiedy jako dziecko wyemigrowałam z Polski, a wcześniej mieszkaliśmy w szarych ursynowskich blokach pośrodku jakiegoś dziwnego, kosmicznego no man’s landu, śnił mi się ten betonowy labirynt. W tych snach, które wracały jeszcze przez długie lata, gubiłam się między identycznymi blokami, w głębokich zaspach śniegu, w mieście, które do dziś jest mi trudno złożyć w jeden byt. Reguły w nim były inne, nieznane mi. Latarnie jakby pożerały światło miasta. Miałam zawsze takie nieodparte uczucie, że Olga Tokarczuk oglądała te sny na swoim specjalnym telewizorze i użyła ich do opisania przygód Profesor – mówi reżyserka Kasia Adamik („Boisko Bezdomnych“, „Janosik: Prawdziwa historia”, „1983”).

W tym opowiadaniu, Profesor Andrews przeżywa właśnie to coś na pograniczu jawy i snu. – Jego surrealistyczna przygoda zachwyciła mnie od razu i przez lata myślałam, żeby wrócić do tej historii.
Kiedy spotkałam Sandrę Buchtę okazało się, że ma ona pomysł jak rozbudować to krótkie opowiadanie w film pełnometrażowy. Nagle te kilka dni widziane oczami zagubionego, naiwnego Profesora stały się opowieścią o bardzo istotnym dla nas doświadczeniu, o tym, jak stan wojenny kształtował nas jako społeczeństwo, był próbą pokazania naszych różnic kulturowych, naszego diametralnie innego doświadczenia dwudziestego wieku, które jest dalej tak niezrozumiałe za granicą. Ten portret, momentami hiperrealistyczny, momentami surrealistyczny, jaskrawiej pokazuje te różnice, również dlatego, że jest widziany oczami obcego – człowieka z zewnątrz.
Człowieka, któremu mimo wielkiej inteligencji i wykształcenia, ten świat wymyka się z ram logiki. Dla niego cały istnieje jak we śnie, a mieszkańcy snują się bez sensu jak pacjenci Profesora w zakładzie psychiatrycznym. Oniryczny aspekt tej historii, maligna, w której główny bohater przeżywa te dni, szare, zimowe realia Warszawy PRL-u, to są elementy dla mnie strasznie inspirujące. Ale chciałam pokazać wszystko trochę jaskrawiej, hiperrealistycznie, a nie realistycznie. Tak jak zapamiętane przez dziecko, które śni o tych miejscach, gdzie domy wydają się większe, ulice szersze, zaspy wyższe, ściany bardziej szare, noc ciemniejsza, a rozorane place budowy jak nieprzebyte błotniste pustynie przyprószone brudnym śniegiem, otaczają nas ze wszystkich stron.
Opowiadam tę historię bardzo subiektywnie: widzimy, wiemy i rozumiemy to, co Profesor Andrews. Nie mamy nad-wiedzy. Dopiero pod koniec filmu, kiedy Profesor przeżywa swój katharsis, przebudza się z koszmaru na jawie, zmienia się też rytm i sposób opowiadania. Historia przyśpiesza i zbliżamy się do innych bohaterów.
Razem z przebudzeniem Profesor i my zaczynamy rozumieć pobudki, które nimi sterowały, a które wcześniej wydawały nam się nieuchwytne – uzasadnia reżyserka.

Reżyserka zaprosiła do współpracy utalentowanych twórców, m.in. Tomasza Naumiuka, jednego z najbardziej cenionych polskich operatorów filmowych („Imago”, „Obywatel Jones”, „Rzeczy niezbędne”, „Franz Kafka”).

W obsadzie aktorskiej znaleźli się polscy i brytyjscy aktorzy, m.in.: Lesley Manville, Zofia Wichłacz, Andrzej Konopka, Miron Jagniewski, Tom Burke i inni.
Lesley Manville – to gwiazda wielkiego formatu, wielokrotnie nagradzana brytyjska aktorka filmowa, teatralna i telewizyjna. Jej nazwisko jest nierozłącznie związane z reżyserem Mike Leigh — zagrała w wielu jego filmach, w tym w takich tytułach jak „All or Nothing”, „Another Year” czy „Vera Drake”.

Zofia Wichłacz (wyróżniła się rolą Alicji „Biedronki“ w „Mieście 44”, zagrała m.in. w dramatycznym filmie „Powidoki”, w thrillerze „Amok”, a także pojawiła się w międzynarodowej produkcji „World on Fire”) wciela się w postać Aliny Wachowiak, idealistycznej studentki psychologii, której zaangażowanie w „Solidarność” nadaje jej działaniom moralny impet i odwagę. Nieustraszona i błyskotliwa, potrafi improwizować oraz wykorzystywać sprytne sztuczki, gdy wymaga tego cel. Choć podziwia Joan Andrews, nie waha się manipulować sytuacją, nawet kosztem tej relacji, jeśli uzna to za konieczne. Jej zamiłowanie do interpretowania snów dopełnia portretu osoby wrażliwej, ale zarazem zdeterminowanej i skłonnej do przekraczania granic.

 – Moim zadaniem jako aktorki, nie jest moralne „wygładzanie"postaci, a wierzę w to, że każdym z nas kierują czasem sprzeczności. Najważniejsze jest zrozumieć motywacje postaci i uznać jej całą złożoność – podkreśla aktorka.

Na pytanie, „czy miała momenty wewnętrznego sprzeciwu wobec działań swojej bohaterki?”, Zofia Wichłacz odpowiada: – Nie, ponieważ na jakimś poziomie jestem „tylko" aktorką, która miała wypełnić zadanie jej powierzone, a jeżeli to zadanie wymagało zagrania postaci skomplikowanej, nieidealnej, to było to tym fajniejsze dla mnie. Uważam, że nie ma ludzi idealnych, a jeśli tacy się wydają to na pewno coś gdzieś jest z nimi bardzo nie w porządku. Alina ma w sobie dużo złości. Pod powierzchnią idealizującej Joan-fanki, kryje się walcząca idealistka. To było bardzo przyjemne do grania – mówi.



Aktorka nie obawia się przy tym, że jej bohaterka zostanie odebrana jako „zbyt radykalna”. - Nie, absolutnie. Sama dorastałam w domu, gdzie moja mama opowiadała historie ze swojej młodości i czasów opozycji – była zaangażowaną studentką, tak jak Alina. Wierzę, że gdy dzieje nam się krzywda, musimy się bronić i walczyć. Stawiać granice. Alina nie ma w sobie zgody na to, co się dzieje. I to jest absolutnie na miejscu – mówi Zofia Wichłacz.



Andrzej Konopka („Żyć nie umierać”, „Anatomia zła”, „Chrzciny”, „Chłopi”, „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”, „Biała odwaga”, „Żelazny most”, „Pokot”) wciela się w rolę Henryka, wujka Aliny, doświadczonego mechanika samochodowego związanego z „Solidarnością”, człowieka, który wyróżnia się prostolinijnością oraz jasno określonymi zasadami moralnymi. Jego suche poczucie humoru kontrastuje z niechęcią do ryzyka, które zwykle woli omijać szerokim łukiem. Okoliczności jednak zmuszają go do udziału w odważnej akcji protestacyjnej u boku Aliny, co czyni z niego mimowolnego, lecz lojalnego sojusznika. Współpraca z Joan Andrews stopniowo przemienia się w partnerstwo, choć… żadne z nich nie planowało takiego zbliżenia.

Miron Jagniewski („Na twoim miejscu”, „Ślepnąc od świateł”, „Stulecie Winnych” czy „Mój Agent”) zagrał Jana, 32-letniego matematyka i partnera Aliny, człowieka skupionego na własnym rozwoju, marzącego o międzynarodowej karierze. Najwyżej ceni wolność
jednostki, co czyni go wyraźnie apolitycznym i skupionym na sobie – w czym przypomina Joan Andrews. Ta szybko dostrzega jego dystans wobec spraw społecznych i brak potrzeby zaangażowania. Jan pozostaje więc postacią inteligentną, ale niechętną do wychodzenia poza własne ambicje.

Tom Burke to z kolei uznany brytyjski aktor filmowy, telewizyjny i teatralny („Mank” z rolą Orsona Wellesa, „The Souvenir”, „Only God Forgives”, „Third Star”) pojawia się w roli Ambasadora Wielkiej Brytanii.

Po światowej premierze w sekcji Platform na Toronto International Film Festival 2025, „Zima pod znakiem Wrony“ spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem krytyków. Film Kasi Adamik był szeroko komentowany za granicą jako wciągający thriller psychologiczny o atmosferze paranoi i pięknie skomponowanym, mrocznym obrazie Warszawy początku lat 80. Wiele recenzji podkreślało wybitną rolę Lesley Manville, hipnotyzującą narrację oraz kunszt operatorski Tomasza Naumiuka.
Po pokazach w Toronto i San Sebastián film znalazł się na wczesnych listach typowań do Oscarów 2026 w kategoriach Najlepsza Aktorka (Lesley Manville) oraz Najlepszy Film Międzynarodowy. Film Kasi Adamik wymieniany jest wśród najważniejszych europejskich premier.



„Adamik tworzy oszczędny w formie neo-noir, pozbawiony zbędnych ozdobników. Sama konstrukcja fabuły jest prosta, lecz wykonanie tętni szczegółem, a największą siłą filmu jest umiejętność budowania nastroju” – pisała Amber Wilkinson w „Screen International”.

„Wspólnie z operatorem Tomaszem Naumiukiem reżyserka chłonie Warszawę w odcieniach szarości i czerni, przemieniając ją w miasto niemal pozbawione światła dziennego” – to już opinia Davide Abbatescianni, „Cineuropa”.

„Nominowana do Oscara aktorka tworzy przekonującą bohaterkę w solidnej, momentami trzymającej w napięciu opowieści o profesorce uwięzionej w koszmarze” – to już „The Guardian” i autor tekstu Benjamin Lee.





Jaką interpretację grudniowych wydarzeń 1981 roku będą miały pokolenia widzów, które nie były świadkami tej historii? Przekonamy się już niebawem. Film wchodzi do kin 20 lutego.

Przed filmem usłyszycie spot „W czerni kina” z naszej kampanii w wykonaniu Zofii Wichłacz.







Na podstawie materiałów prasowych – opracowała Jolanta Tokarczyk

Zdjęcia: kadry z filmu „Zima pod znakiem wrony”, materiały prasowe TVP Dystrybucja Kinowa





Tworzenie tekstów o kulturze dobrze smakuje przy kawie.
Jeśli masz ochotę, możesz postawić kawę naszej redakcji.
Z góry serdecznie dziękujemy! ☕ 😊

Postaw mi kawę na buycoffee.to


Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura




Spodobał Ci się nasz artykuł? Podziel się nim ze znajomymi 👍


Do góry!