Ja w internecie

PROGRAM SZKOLENIOWY W ZAKRESIE ROZWOJU KOMPETENCJI CYFROWYCH



Wyszukaj na stronie "Ja w internecie"



Wspólne sprawy
Czyli krótko i na temat, o sprawach, które dotyczą po prostu całej kultury. Dlaczego kulnes jest cool? Komu tak naprawdę opłaca się korzystanie z legalnych źródeł kultury? Komu może zagrażać legalizacja? Co musi się zmienić, żeby w Polsce zapanowała moda na cyfrową kulturę z legalnych źródeł?
Znak Polski Walczącej - historyczny symbol czy znak towarowy?

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Wspólne sprawy

Znak Polski Walczącej - historyczny symbol czy znak towarowy?

Znak Polski Walczącej - historyczny symbol czy znak towarowy?

31.07.20

Nie wszystkie oznaczenia podlegają regułom prawa własności przemysłowej i prawa autorskiego. Niektóre symbole, takie jak np. Znak Polski Walczącej chronione są na podstawie przepisów szczególnych i nie podlegają rynkowym regułom. Lądują przez to  na pościeli, bieliźnie czy kijach bejsbolowych.

 

„Kotwica” Polski Walczącej to bardzo dobrze rozpoznawany symbol, o jednoznacznie pozytywnym wydźwięku historycznym. Połączone litery „P” i „W” tworzą jeden z najpopularniejszych oznaczeń  patriotycznych. „Kotwica” powstała w 1942 r. w wyniku konkursu ogłoszonego przez Biuro Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK. Poszukiwano bowiem graficznego znaku, który będzie można wykorzystać w propagandowej, a więc symbolicznej walce z okupantem. W kwietniu 1942 r. w „Biuletynie Informacyjnym” opublikowano tekst o coraz większej popularności znaku pojawiającego na murach w różnych dzielnicach Warszawy. Autor artykułu sugerował, że motywacją do jego malowania jest „chęć pokazania wrogowi, że mimo wszystko – nie złamał naszego ducha…”. Sprawa autorstwa znaku pozostaje do dziś kwestią sporną. Na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego[1] możemy przeczytać, że istnieje przynajmniej dwójka prawdopodobnych autorów „Kotwicy”. Pomysłodawczynią mogła być Anna Smoleńska pseud. „Hanka”. Postać tej wybitnej działaczki harcerskiej jako twórczyni symbolu powszechnie przyjęła się w opinii publicznej. Źródła wskazują również na warszawskiego plastyka Jana Michała Sokołowskiego (przyjaciela Aleksandra Kamińskiego, autora „Kamieni na szaniec”).



Znak Polski Walczącej malowany przez członka ruchu oporu.


Niezależnie od tego kto jest autorem „Kotwicy”, znak ten nie jest przedmiotem ochrony prawa własności intelektualnej. Doprowadziło to do kuriozalnej sytuacji, w której ważny dla wielu Polaków symbol stał się eksploatowaną do granic możliwości identyfikacją komercyjną. Pomijając już wspomniane na wstępie kije czy bieliznę, „Kotwicę” możemy znaleźć na koszulkach, czapkach czy brelokach. Producenci tzw. odzieży patriotycznej bez skrupułów wykorzystują modę na wszechobecne odwołania do historii. Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, Znak Polski Walczącej podlega szczególnej ochronie wynikającej z ustawy z dnia 10 czerwca 2014 r. o ochronie Znaku Polski Walczącej. W zaledwie jednostronicowym akcie możemy przeczytać, że: „Znak Polski Walczącej, będący symbolem walki polskiego narodu z niemieckim agresorem i okupantem podczas II wojny światowej, stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej. (…) Znakiem Polski Walczącej jest symbol w kształcie kotwicy składającej się z połączonych ze sobą liter „P” i „W”, w taki sposób, że litera „P” umieszczona jest nad środkiem litery „W”. (…) Otaczanie Znaku Polski Walczącej czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej (…) Kto publicznie znieważa Znak Polski Walczącej, podlega karze grzywny.” I to tyle. Ustawa nie definiuje, czy znieważaniem symbolu będzie umieszczenie go np. na bokserkach lub może, jako znieważenie można potraktować skandaliczne zachowania osób ubranych w koszulki z „PW”. Mam tu na myśli sytuację, w których młodzi ludzie obwieszeni symboliką patriotyczną, znajdują się w stanie upojenia alkoholowego i w agresywny sposób reagują na jakiekolwiek próby zwrócenia im uwagi. Niestety ustawa ma charakter deklaratoryjny i nie wprowadza żadnych realnych konsekwencji za naruszenie przepisów w tym zakresie. Ta kwestia pozostawiona jest sądom, które w ostatnich latach wydały kilka ciekawych orzeczeń w tym przedmiocie. Najgłośniejszym wyrokiem był chyba ten, w którym Sąd Rejonowy w Szczecinie orzekł grzywnę wobec osoby, która sprzedawała kije bejsbolowe opatrzone znakiem PW i wizerunkiem Małego Powstańca (wyrok z dnia 19 czerwca 2017 r., sygn. II W 1357/16). „Istotą znieważającego działania obwinionego było wykorzystanie i publiczne rozpowszechnienie chronionego Znaku Polski Walczącej na przedmiocie, którego posiadanie jest zabronione i który dodatkowo budzi w społeczeństwie zdecydowanie negatywne skojarzenia z przestępczością i przemocą, a zatem takim, który absolutnie nie powinien stanowić nośnika symboli otaczanych ogólnonarodową czcią”[2] – możemy przeczytać w uzasadnieniu. Warto zauważyć również, że producenci odzieży czy gadżetów z patriotyczną symboliką podejmują próby zastrzeżenia Znaku Polski Walczącej w Urzędzie Patentowym RP. Oczywiście nie ma ku temu żadnych podstaw i Urząd każdorazowo takie wnioski odrzuca uzasadniając, że jest to oznaczenie o szczególnym charakterze patriotycznym.


Nic dziwnego zatem w tym, że coraz więcej żyjących powstańców angażuje się w walkę z lekkomyślnym wykorzystywaniem tego znaku. Warto zwrócić uwagą na zeszłoroczną kampanię Stowarzyszenia Polska Walcząca Przeciw Faszyzmowi. W przygotowanym przez grupę filmie[3] występują kombatanci, którzy w zdecydowany sposób wyrażają swój sprzeciw wobec przywłaszczenia symbolu przez środowiska nie mające z nim niczego wspólnego. Chodzi oczywiście o grupy nacjonalistyczne i skrajnie prawicowe. „To jest w ogóle skandal. Dla mnie ta Młodzież Wszechpolska i ONR w ogóle powinny zniknąć z naszego kraju, bo to jest początek hitleryzmu. Był w 1935 roku, a teraz się zaczyna u nas to dziać - ocenia Hanna Stadnik, pseud. "Hanka". Coś w tym jest. Zwłaszcza, że zestawienie symbolu i napisu „Polska Walcząca przeciw faszyzmowi” nie spodobało się warszawskiej radnej PiS Oldze Semeniuk, która na antenie TVP oburzała się na naklejki z tym właśnie napisem. Zapominając o kontekście historycznym, uznała, że takie hasło to oczywisty atak na kościół i partię rządzącą. Żaden organ nie stwierdził jednak, że doszło do nadużycia, czego nie można powiedzieć o słynnej „Polce Walczącej” – przeróbki, która pojawiła się na Czarnym Proteście w 2018 r. Jedna z protestujących przyniosła transparent inspirowany znakiem Polski Walczącej – do połączonych liter „P” i „W” dorysowała dwie kropki, mające symbolizować kobiece piersi. Kobieta została zatrzymana, a transparent skonfiskowany na potrzeby postępowania dowodowego. Zgodnie z przepisami przed sądem postawiona została organizatorka manifestacji, która ostatecznie została skazana na 500 zł grzywny. Według sądu do znieważenia Znaku Polski Walczącej doszło. „Może się na niego powoływać każdy działający w interesie całego narodu polskiego, ale nie partii politycznej czy jakiegoś ruchu społecznego. W walce światopoglądowej nie można naruszać świętości.” – argumentował orzeczenie sędzia Bogusław Sędkowski.



Wychodzi zatem na to, że dość trudno narazić się na odpowiedzialność z przepisów ustawy o ochronie tego
niezwykłego symbolu. Bezsprzecznie, Znak Polski Walczącej wykorzystywany jest kompletnie bezrefleksyjnie, co stoi w sprzeczności z powszechnie głoszonym szacunkiem dla Powstańców Warszawskich. Z drugiej strony prawnicy wskazują, że dowolne korzystanie z tego typu symboli jest wyrazem wolności wyrażania opinii zagwarantowanym obywatelom w art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Mamy więc na szali bardzo istotne wartości, a sposób na ich pogodzenie jest jeden – używanie rozumu i kierowanie się zdrowym rozsądkiem, w przypadku, w którym chcemy dany symbol wykorzystać.


Autor: Paweł Kowalewicz prawnik 




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura.



Do góry!