Ja w internecie

PROGRAM SZKOLENIOWY W ZAKRESIE ROZWOJU KOMPETENCJI CYFROWYCH



Wyszukaj na stronie "Ja w internecie"


Kolej na prawo cytatu – co wolno w reklamach?

PRAWO W KULTURZE

/ Prawo w praktyce

Kolej na prawo cytatu – co wolno w reklamach?

Kolej na prawo cytatu – co wolno w reklamach?

27.11.20

„Wsiąść do pociągu byle jakiego” – byle nie do tego, do którego wsiadła spółka PKP. Jak się okazało przystankiem końcowym tej podróży jest wyrok, zobowiązujący spółkę do zapłaty prawie 107 tys. zł  za nieuprawnione wykorzystanie słów i melodii piosenki wykonywanej przez Marylę Rodowicz.

Wykorzystywanie znanych piosenek, czy przerabianie ich słów na hasła reklamowe to żadna nowość. Specjaliści zajmujący się psychologią marketingu doskonale wiedzą, że chwytliwa sentencja oraz znana melodia świetnie wpływają na wyniki sprzedażowe. Wystarczy spojrzeć obecne na kampanie dużej sieci sklepów z elektroniką i AGD, czy choćby jednej z internetowych ubezpieczalni. Piosenki robią pieniądze, a że w Polsce dochodzenie praw autorskich bywa uciążliwe, często dochodzi do sytuacji, w których twórcy reklam nie pytają nikogo o zgodę. Tak było w sprawie, którą Magdalena Czapińska, autorka słów do utworu „Remedium”, wytoczyła spółce PKP S.A.


W 2009 r. powstała kampania „Wakacje z Intercity”, promowana hasłem  „Wsiądź do pociągu… byle naszego”. Wówczas zareagował ZAiKS, który zażądał wyjaśnień od PKP. W odpowiedzi, rzecznik spółki stwierdził, że podobieństwo haseł jest przypadkowe i nie odnosi się bezpośrednio do słów znanych ze szlagieru Maryli Rodowicz. a poza tym „Tego rodzaju nawiązanie jest dopuszczalne w świetle prawa autorskiego” – stwierdził dalej rzecznik i oskarżył panią Czapińską o próbą zawłaszczenia języka polskiego – „bo gdyby objąć ochroną prawną konkretne słowa, nie wolno byłoby się w ogóle nikomu publicznie odezwać”. Sprawa, na nieszczęście autorki rozeszła się po kościach i prawdopodobnie słuch by o niej zaginął gdyby nie pazerność PKP. Kilka lat po pierwszej kampanii, stworzyli bowiem drugą, firmowaną hasłem „Wsiądź do pociągu byle jakiego albo... do mojego”. Dla autorki było to już zbyt dużo więc postanowiła złożyć do sądu pozew o ochronę prawa autorskich do utworu. Pani Czapińska zażądała 50 tys. złotych w ramach zadośćuczynienia oraz 100 tys. złotych w ramach odszkodowania (prawo dopuszcza takie różnicowanie żądań w pozwie).


Prawnicy reprezentujący powódkę postawili sprawę jasno - przewoźnik kolejowy miał naruszyć „prawo do decydowania przez twórcę o sposobie korzystania z dzieła, rozporządzania nim”. Autorkę pozbawiono tym samym prawa do wynagrodzenia za korzystanie z jej utworu, a dodatkowo zmiana z „Wsiąść…” na „Wsiądź” oraz dodanie końcówki „…do mojego” naruszyły formę i treść utworu. Proces ruszył, a strona wnosząca powództwa był przekonana o szybkim i korzystnym dla niej rozpoznaniu sprawy. Niestety sąd I instancji orzekł odwrotnie i przyznał rację PKP, argumentując swoją decyzję brakiem oryginalności wykorzystanego szlagwortu. Słowa miały pochodzić z mowy potocznej, a zwrot „Wsiąść do pociągu byle jakiego” nie stanowi niezwykłego połączenia słów, odkrywczego – nowatorskiego zestawienia. Podobne motywy wykazał Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 5 marca 2004 r. (I ACa 35/04). Spór dotyczył wykorzystania przez RMF FM zbitki słów. W tej sprawie sąd również przyznał, że cytowany ciąg słów jest zmodyfikowaną wersją tekstu z filmu „Seksmisja” który jednak należy potraktować jedynie jako myśl, ideę przewodnią filmu. „Efekt twórczości (scenariusz i wyreżyserowana wypowiedź aktora) zredukowany do krótkiej figury retorycznej jest bowiem na tyle ogólny, że posiada wartość idei. Jako taki, o walorze abstrakcyjnym i ogólnym nie stanowi przedmiotu prawa autorskiego, gdyż traci cechę oryginalności. Oceny tej nie zmienia fakt artystycznej wypowiedzi tekstu. Taka figura słowna wykorzystywana być może w różnych od pierwowzoru znaczeniach oraz dla osiągnięcia innego rezultatu wypowiedzi (otwarcie - zamknięcie wypowiedzi) i to niezależnie od sposobu jej animacji.”[1]. Sąd nie pominął również faktu, iż w zaskarżonej reklamie udział wziął Jerzy Stuhr – czyli ta sama osoba, które wypowiada słynne słowa w filmie: „należy podkreślić, iż dochodząc roszczeń majątkowych powód marginalizuje fakt, iż opisywana fraza - charakterystyczna dla twórczości artystycznej powoda - jest nadto co najmniej w równym stopniu charakterystyczna dla twórczości aktora wypowiadającego słowa, a nadto, że wskazany aktor był twórcą filmu reklamowego.”


Wracając jednak do sprawy kolejowej, autorce tekstu do „Remedium” pozostała jedynie apelacja, z której na szczęście skorzystała. Sąd II instancji przyznał jej bowiem rację i stwierdził, że poszczególne elementy utworu są odrębnie chronione prawem autorskim, jeśli przyczyniają się do jego oryginalności. Pomimo że pojedyncze wyrazy nie są i nie mogę być chronione, to ich scalenie wymaga oryginalności i wymaga twórczego wysiłku, co oznacza, że posłużenie się fragmentem musi stanowić naruszenie prawa. Skład orzekający podkreślił również, że PKP wykorzystało w swojej kampanii najpopularniejszy fragment szlagieru w wykonaniu Maryli Rodowicz. Wykorzystanie i modyfikacja wersu „Wsiąść do pociągu byle jakiego” miało na celi wywołanie u odbiorców pozytywnych skojarzeń i wspomnień. Nie może być tu również mowy o dozwolonej w prawie autorskim inspiracji. Sens słów refrenu piosenki został przecież wypaczony, gdyż nie chodzi już o byle jaki pociąg, a o pociąg konkretnego przewoźnika. Ostatecznie sąd zarządził wypłacenie Czapińskiej 106 740 zł, a sama autorka nazywa proces "drogą przez mękę". W rozmowie z Gazetą Wyborczą stwierdziła dodatkowo, że odbiera to jako cud i dodała „Wierzę, że ten wyrok niesie dobrą wiadomość dla twórców, którzy chcą walczyć o swoje prawa autorskie, gdyż przypadków ich naruszeń jest ostatnio coraz więcej. Ale ostrzegam, to droga przez mękę.”

 

Autor: Paweł Kowalewicz prawnik 




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura.



Do góry!