Ja w internecie

PROGRAM SZKOLENIOWY W ZAKRESIE ROZWOJU KOMPETENCJI CYFROWYCH



Wyszukaj na stronie "Ja w internecie"


Jak federacje sportowe walczą z nielegalnym streamingiem. UFC vs. piraci

PRAWO W KULTURZE

/ Prawo w praktyce

Jak federacje sportowe walczą z nielegalnym streamingiem. UFC vs. piraci

Jak federacje sportowe walczą z nielegalnym streamingiem. UFC vs. piraci

21.01.21

W dobie pandemii streamy, czyli realizowane na żywo strumieniowe transmisje danych, stały się podstawową metodą komunikacji wielu branż. W konsekwencji są obecnie najlepszym sposobem na zachęcenie klientów do korzystania usług (w przypadku przedsiębiorstw), zdobycie nowych fanów (w przypadku celebrytów), czy na realizacje usług, np. personalnych treningów bez wychodzenia z domów. Tam, gdzie pojawiają się pieniądze (a w przypadku niektórych streamów np. z gal sportowych, mówimy o dużych pieniądzach), tam znajdą się też tacy, którzy chcą to wykorzystać.  Powstaje pytanie – jak skutecznie z nimi walczyć.


Streamy czy też live’y (od angielskiego live, czyli na żywo), można zasadniczo podzielić na te niekomercyjne (przynajmniej na pierwszy rzut oka) lub komercyjne. Pierwsze, odbywają się zazwyczaj na profilach społecznościowych znanych osób i są bezpośrednio formą komunikacji gwiazdy z jej fanami. Pisaliśmy o powierzchownej niekomercyjności, gdyż znane osoby starają się w mediach budować konkretny wizerunek, a live’y te próby konsolidują. Skutkuje to zazwyczaj zwiększaniem się liczby subskrybentów kont społecznościowych, a to przekłada się już na konkretne sumy, np. przy kontraktach reklamowych. Do drugiej kategorii zaliczamy streamy z dużych gal sportowych, ale zdarzają się również czysto handlowe. Polska marka odzieżowa, na której pandemia wymusiła zamknięcie większości z blisko 200 sklepów, już pod koniec marca 2020 r.  zorganizowała pierwszą transmisję sprzedażową na Facebooku, a ich live'y ogląda obecnie średnio 10-18 tys. osób. Internet umożliwił zatem zbliżenie się do zasięgów telewizyjnych, bez potrzeby inwestowania w drogi sprzęt nagraniowy – chciałoby się krzyknąć: rewolucja! Niestety, z uwagi na ogromną skalę streamingowego piractwa, podmioty bazujące na internetowych przekazach, muszą liczyć się atakami cyberprzestępców oraz bezradnością organów ścigania w tym zakresie. Najwięcej tracą ci, którzy przyciągają największą publiczność – w Polsce są to zazwyczaj federacje sztuk walki – czy to profesjonalne, czy też te oparte na formule freak fight[1]. Współprowadzący gale FAME MMA, Krzysztof Rozpara, w rozmowie z MMAnews Live mówi: „Obawiam się, że kolejny raz bardzo mocno ucierpieliśmy z powodu re-streamów. To jest prawdziwa patologia i prawdziwe problemy z którymi musimy walczyć i z czym walczą wszyscy producenci, artyści, którzy produkują treści audiowizualne, do których mają prawo własności, prawo autorskie, a które są rozkradane i rozprzestrzenianie bezprawnie dystrybuując je, a nawet sprzedając je. Był jeden portal, który posunął się do takiej bezczelności, że kradł nasz sygnał i sprzedawał go po niższej cenie. Sprzedawał własne PPV (pay-per-view – określenie z języka angielskiego oznaczające płatną usługę oglądania treści multimedialnych dostarczanych najczęściej za pośrednictwem cyfrowej telewizji, przyp. red.), po zaniżonej cenie. Mi brakuje słów i w sposób kulturalny nie da się tego nazwać, nie ma na to określenia bez użycia słów bardzo obraźliwych. To jest coś strasznego, bo jak można coś takiego robić? A osoby, które kupują tamto PPV dlatego, że nie chcą zapłacić normalnej ceny, to również nie potrafię tego zrozumieć. Te osoby mają świadomość tego, że kupują od z nielegalnego źródła ciesząc się, że zaoszczędzą 10 złotych i kupią od złodzieja. To jest coś strasznego, co zawsze będziemy piętnować, będziemy zawsze temu przeciwni.”[2]


Podobne problemy mają podmioty z USA, gdzie zjawisko streamów jest już powszechne od wielu lat. Oczywiście, amerykańskie platformy zbierają o wiele większą publiczność niż ich europejskie odpowiedniki – tym większa pokusa dla osób, które chciałby na nielegalnym streamie zarobić. Co ciekawe tamtejsze federacje ścigają nie tylko osoby, które są bezpośrednio zamieszanie w kradzież, a następnie rozpowszechnienie nielegalnego sygnału, ale także z ich odbiorcami i użytkownikami. Ostatnio znów zrobiło się o tym głośno, a to za sprawą zapowiadanego powrotu do UFC (Ultimate Fighting Championship -amerykańska organizacja mieszanych sztuk walki) Conora McGregora – utytułowanego i uwielbianego przez fanów zawodnika sztuk walki. Zaplanowana na 23 stycznia 2021 roku gala może wygenerować rekordowe zyski, ale też i straty. W tym miejscu należy wspomnieć, iż większość z nielegalnych streamerów i ich odbiorców korzysta z platform KODI –  darmowego oprogramowania o otwartym kodzie źródłowym, które umożliwia użytkownikom lokalny lub zdalny dostęp do treści wideo na komputerach osobistych, dekoderach, smartfonach i tabletach. W sprzedaży dostępne są specjalnie skonfigurowane urządzenia, które mają już zainstalowane nieoficjalne dodatki i modyfikacje, umożliwiające nielegalny dostęp do treści wideo – w tym do obejścia opłat typu pay-per-view. Wg. badań przeprowadzonych przez firmę Sandvine blisko 70 proc. gospodarstw domowych w Ameryce Północnej z urządzeniami z KODI korzysta z nich w celu uzyskania dostępu do pirackich treści.[3] Wracając jednak do UFC – pod Twitterowym postem Dany White’a, szefa UFC, pojawiły się odpowiedzi sugerujące pirackich ataków na sygnał z gali. White zapowiedział, że ma dla piratów niespodziankę. Prawdopodobnie chodzi o zastawienie na nich sprytnej pułapki zastosowanej już w 2017 r. w celu wyłapywania pirackich streamów walki McGregora z Floydem Mayweatherem. Serwis TorrentFreak donosi, że wielu z tych, którzy transmitowali widowisko za pośrednictwem nieoficjalnego źródła, zobaczyło na swoim kanale znak wodny - ciąg losowych liter i cyfr. Prawdopodobnie został tam umieszczony przez licencjonowanych nadawców w celu tropienia piratów. Liczby pozwalają (nadawcy) na śledzenie nielegalnego strumienia z powrotem do abonenta i / lub dekodera powiązanego z konkretnym kontem. Kod działa jak naprowadzający sygnał nawigacyjny i oznacza naprawdę złe wieści dla konkretnych użytkowników. Takie znaki wodne oznaczają bowiem poważne grzywny, a nawet więzienie, dla osób prowadzących nielegalne transmisje walki na YouTube, Facebooku lub osobistych blogach.


Co prawda oglądanie nielegalnych streamów nie jest karane, co potwierdza nawet Komisja Europejska[4]. Wynika to z prostej przyczyny, a mianowicie ich technicznej specyfikacji. Decydując się na stream z pirackiego źródła, użytkownicy nie pobierają żadnych plików, a jedynie uczestniczą w transmisji live, co przesądza o braku ich odpowiedzialności. Niemniej, nawet jeśli legalne – pamiętajmy o tym – wspieranie nieoficjalnych platform jest wspieraniem, powiedzmy sobie wprost, złodziei, wykorzystujących dla własnego zysku cudzą pracę. Należy również pamiętać, że osoba, która korzysta z nielegalnych streamów może zostać zobowiązana do uiszczenia wynagrodzenia za to korzystanie na rzecz podmiotów posiadających prawa autorskie i prawa pokrewne.

Autor: Paweł Kowalewicz prawnik


Filozofia sportu opiera się na byciu fair wobec innych, pamiętajmy o tym oddając się sportowym emocjom. Posłuchajcie, co na ten temat mówi Andrzej Seweryn

 



[1] W takich starciach walczą celebryci, a nie profesjonalni sportowcy.

[2] https://www.mmanews.pl/2020/04/nielegalne-streamy-wciaz-ogromnym-problemem-duzych-graczy-na-rynku-mma/

[3] https://www.digitaltveurope.com/2017/05/05/sandvine-70-of-kodi-boxes-set-up-for-pirated-content/

[4] http://www.serpstat.pl/internet/czy-ogladanie-pirackich-streamow-jest-nielegalne/




Publikacja powstała w ramach
Społecznej kampanii edukacyjnej Legalna Kultura.



Do góry!