Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Razem można więcej

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Razem można więcej

Razem można więcej

O idei finansowania społecznościowego rozmawiamy z Arkadiuszem Regiecem, wiceprzewodniczącym Polskiego Towarzystwa Crowdfundingu.


Choć pojęcie crowdfundingu istnieje już od kilku lat, to jego znaczenie cały czas nie jest powszechnie znane. Wyjaśnij proszę czym dokładnie jest crowdfunding?

Crowdfunding to inaczej finansowanie społecznościowe, metoda na zbieranie środków do realizacji własnego projektu. Czyli: mam pomysł, ale nie mam funduszy. Odwołuję się do społeczności, którą mam, przedstawiam pomysł i mówię – wesprzyjcie mnie, a dzięki temu powstanie film, książka, audiobook, przedstawienie... Crowdfunding był tak naprawdę zawsze. Od kiedy istniały wspólnoty ludzi, to te wspólnoty zbierały środki na różnego rodzaju projekty. Z takich słynnych zbiórek, które przypominały crowdfunding to np. powstanie Statuy Wolności. Amerykanie kupowali małe figurki za 6 i za 12 dolarów i w ten sposób sfinansowali połowę kosztów postawienia monumentu. Drugą połowę zasponsorował rząd Francji. To był crowdfunding epoki przemysłowej. Ludzie czytali o zbiórce w gazecie i w ten sposób dowiadywali się o takiej akcji. Od tamtych czasów zmieniło się to, że dzisiaj mamy Internet, żyjemy w zglobalizowanym świecie, są portale społecznościowe i koszt dotarcia do odbiorców znacząco zmalał. Mało tego, świat się zdecentralizował. Dziś nie trzeba mieć gazety ogólnopolskiej aby wypromować akcję crowdfundingową, wystarczą chęci i narzędzia, które praktycznie każdy ma do dyspozycji.

Pojęcie zbiórki publicznej jest jasno określone prawem i wymaga szeregu zezwoleń. Czy z crowdfundingiem jest podobnie?

Crowdfunding działa w Polsce w dwóch modelach: darowizn i przedsprzedaży. Obie metody są legalne i nie wymagają zezwoleń potrzebnych do zbiórki publicznej. W przypadku darowizn dla projektodawcy może zaistnieć ryzyko, że Urząd Skarbowy stwierdzi, że nosi ono znamiona działalności gospodarczej. Dotyczy to jednak przede wszystkim przypadków, w których dany projekt ma mieć charakter trwały np. zbieram na otwarcie teatru, który ma zacząć funkcjonować i na siebie zarabiać. Natomiast model przedsprzedaży stwarza klarowną sytuację z punktu widzenia zobowiązań podatkowych. Chcemy np. stworzyć spektakl teatralny i za pomocą platformy crowdfundingowej sprzedajmy na niego bilety. Oczywiście jest to sprzedaż warunkowa: o ile zbiorę 10 tys. na realizację spektaklu to on się odbędzie, a Ty drogi wspierający mnie człowieku dostaniesz bilet. Jeśli zbiórka się nie uda, zwrócimy Ci pieniądze. Co do regulacji prawnych, to w końcu po długim okresie czasu w styczniu polski sejm przyjął projekt zmian ustawy o zbiórkach publicznych. Musi go jeszcze zatwierdzić senat i prezydent, ale gdy do tego dojdzie, to zmiany te znacznie ułatwią działanie, także platform crowdfundingowych.

Czy korzyści z crowdfundingu mają zawsze konkretny wymiar?

Wspierający to nie jest człowiek, który chce tylko odnieść bieżącą korzyść materialną w postaci biletu, książki itp. Tak naprawdę zaczyna mieć wpływ na ten projekt, staje się małym mecenasem kultury, ma satysfakcję, że udało się komuś pomóc. To jest uświadomienie społeczności, że można realnie wesprzeć kulturę sumą 10, 15 czy 20 złotych. Bo ta niewielka kwota razy ilość ludzi przerodzi się w konkretne działanie. W dodatku darczyńcy mają realny wpływ na y projekt. Bardzo często projektodawcy są otwarci na komentarze, sugestie. Crowdfunding to również testowanie na etapie pomysłu – czy idziemy w dobrą stronę.

Czy tego typu zbiórka jest bezpieczna? Skąd mamy wiedzieć, że pomysłodawca nas nie oszuka?

Wpłacając pieniądze przekazujemy je tak naprawdę na konto serwisu crowdfundingowego. Dopiero po uzbieraniu zakładanej sumy trafiają one do projektodawcy. W Ameryce mówi się, że projekty crowdfundingowe wpłacają trzy kategorie ludzi: friends, fools and family czyli przyjaciele, naiwniacy i rodzina. I w jakimś sensie tak jest. Wpłaca mi moja społeczność, która ma do mnie zaufanie. Na największym na świecie serwisie finansowania społecznościowego kickstarer.com na 52 tysiące projektów, na które zebrano fundusze, było dziesięć, które z jakiś powodów się nie udały. Jeśli projektodawca pod własną twarzą namawia rodzinę, bliższych i dalszych znajomych do wpłat to w wypadku niewywiązania się ponosi ryzyko śmierci cywilnej. I to jest jedna z największych gwarancji bezpieczeństwa tego systemu.

Możemy spotkać się też z projektami cząstkowymi. Ktoś realizuje film, książkę i potrzebuje sfinansować część prac. To chyba również uwiarygodnia pomysłodawcę?

Ależ oczywiście. Jeżeli ktoś pokazuje, że jest twórcą, ma jakiś dorobek artystyczny, zebraną część środków, listy intencyjne, zrealizowaną część prac itp. to udowadnia społeczności, że posiada moc sprawczą. Możemy powiedzieć: jak mi pomożecie to napiszę książkę, albo książka jest już napisana, oto fragment do przeczytania, a potrzebuję środków na skład, redakcję, druk, okładkę i dystrybucję. Bardzo często jest tak, że pomysłodawca raz skorzystał z crowdfundingu, zrobił mniejszą rzecz, a teraz wraca i mówi, że chce zrobić coś więcej.

Crowdfunding to mechanizm, który sprawdził się w kontekście niedużych, często debiutanckich projektów mających problem ze zgromadzeniem budżetu w sposób tradycyjny. Dziś po tego typu mechanizm finansowania zaczynają sięgać m.in. duże hollywoodzkie studia. Czy istnieje zagrożenie, że zawłaszczą oni w jakiś sposób tę przestrzeń?

Absolutnie nie. Główny nurt biznesu zaczyna interesować się crowdfundingiem bo to narzędzie doskonałe, pozwalające badać rynek na poziomie pomysłu. Nie trzeba wydawać środków na badania fokusowe itp. Ludzie płacą pieniądze. To, że wchodzą w crowdfunding duże firmy, to nadzieja na dalszy rozwój tego modelu. Dlaczego? Bo słyszymy o tych wielkich projektach, a tym samym wzrasta zainteresowanie i ciągnie w górę następne, małe projekty. Co więcej Ci duzi gracze bardzo często nie mają swoich społeczności. Często popularni artyści boją się zbierać na serwisach crowdfundingowych, bo jeśli nie uda się zebrać, to może to źle odbić się na ich wizerunku.

Duże firmy ponad to uważnie śledzą te małe projekty. Firma z Olsztyna zbierała na kickstarterze pieniądze na produkcję drukarki 3D, zgłosiła się do nich firma Dell i podpisali kontrakt na dostarczenie im 5 tys. sztuk.  Karol Król autor projektu książki o crowdfundingu w serwisie beesfund.com w ten sposób znalazł sponsora, który dał mu 5 tys. złotych, bo go tematyka zainteresowała. Studentki aktorstwa, które zbierały na audiobooka „Sztuki kochania” Owidiusza nie tylko dostały wsparcie od serwisu internetowego, ale dziś pracują nad spektaklem wg tego tekstu.

Dodatkowo niezależni twórcy, którym udało się zebrać pieniądze w serwisie społecznościowym zyskują mocny argument w rozmowie z producentami, wydawcami itp. pokazując im, że mają za sobą grono odbiorców projektu.

O jakich kwotach zebranych na projekty społecznościowe rozmawiamy?

Szacuje się, że ten rynek to jakieś 4-5 miliardów dolarów. Jeszcze pięć lat temu to było zaledwie kilkadziesiąt milionów. Największy portal na świecie Kickstarter zebrał od początku swego istnienia, czyli od 4 lat ponad 960 milionów dolarów, za które zrealizowano 52 tysiące projektów. Za chwilę przekroczą miliard. Perspektywy są ogromne. Dziś zresztą zaczynają pojawiać się już wyspecjalizowane serwisy crowdfundingowe. W USA jest np. serwis www.juntoboxfilms.com, którego twarzą jest aktor Forrest Whitaker i w ramach którego finansowane są projekty filmowe. Mają ich już na swoim koncie ponad pięćdziesiąt.

Co z tego mają ludzie, którzy tworzą serwisy crowdfundingowe. Bo przecież nie robią tego pro publico bono?

W Polsce ten rynek jest na tyle mały, że póki co koszty przewyższają wpływy. Ale oczywiście serwisy pobierają prowizje od pobranych kwot. Zależnie od serwisu są one różne od 6 do 11 procent. Ma to jednak miejsce jedynie wówczas, gdy uda się zebrać potrzebną kwotę. W innym przypadku pieniądze w całości wracają do wpłacających.

Jakimi ciekawymi projektami kulturalnymi pochwalić się może polska społeczność crowdfundingowa?

Liczba zrealizowanych projektów kulturalnych z miesiąca na miesiąc się powiększa. W ten sposób swoją karierę, choć korzystając z zagranicznego serwisu, zaczęła Julia Marcell. W zeszłym roku podobną drogę, w serwisie beesfund przeszła Ifi Ude, która na debiutancki album otrzymała wsparcie w kwocie ponad 27 tys. złotych. Studenci Wydziału Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach zebrali ponad 9 tys. złotych na krótkometrażowy film „Larp”, a twórcy Magazynu Miasta poświęconego kulturze miejskiej ponad 18 tys. Pod koniec ubiegłego roku miał swoją premierę pierwszy projekt obcokrajowca na polskiej platformie, czyli serial o przygodach Hiszpana w Warszawie. Twórcom udało się zebrać 11 tys. złotych.  To pokazuje potencjał, jaki tkwi w tej cały czas przecież nowej formie finansowania.

Jaki wpływ crowdfunding może mieć na funkcjonowanie kultury w przyszłości? Jak zmienia się rola i mentalność odbiorcy, który staje się mecenasem?

Zaczynam współuczestniczyć w projekcie już w fazie tworzenia, dzięki temu zamieniam się nie w biernego widza ale w jakimś sensie w twórcę. Mogę też poczuć się zwyczajnie mecenasem, w końcu dzięki mojej małej wpłacie udało się zrobić ciekawy projekt. To szansa dla kultury, która nie ma koneksji. Nie musisz poklepywać odpowiednich pleców i być przez odpowiednich ludzi poklepywany. Ogranicza Cię tylko Twoja wyobraźnia a społeczność może wywindować Cię na szczyt. To zwrot w stronę autentyczności i realizowania istniejących potrzeb. W końcu to najwspanialsza sprawa, bo udowadnia, że razem można więcej.

© Wszelkie prawa zastrzeżone. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. 2006.90.631 ze zm.) Fundacja Legalna Kultura w Warszawie wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu bez zgody Fundacji jest zabronione.



Do góry!