Rozmowy
O pracy twórczej, rzemiośle i artystycznych zmaganiach. O rozterkach w kulturze i jej losach w sieci, rozmawiamy z twórcami kultury.
Radio wolności

CZYTELNIA KULTURALNA

/ Rozmowy

Radio wolności

Radio wolności

Najświeższe i wiarygodne informacje, najmodniejsze przeboje, kultura z wyższej półki - to recepta na sukces dla każdej rozgłośni. W przypadku Radia Wolna Europa nie chodziło jednak o walkę z konkurencją. To radio miało obalić komunizm. Z Andrzejem Mietkowskim, byłym dziennikarzem stacji, twórcą portalu "Radia Wolności" rozmawia Luiza Łuniewska.

"Ta stacja przebija się przez żelazną kurtynę, odpowiadając na kłamstwa Kremla i niosąc nadzieję milionom uwięzionych ludzi!" - tak Ronald Reagan promował ideę Radia Wolna Europa. Czy to prawda, że RWE było stworzone i finansowane przez CIA?

Oczywiście, że tak, i dzięki Bogu! Zimna wojna, czyli rywalizacja między blokiem komunistycznym, a wolnym światem, to nie tylko wyścig zbrojeń. Toczyła się m.in. na froncie psychologicznym, informacyjnym. Już pod koniec lat 40. XX w. powstał pomysł, by wykorzystać potencjał emigrantów z krajów, które znalazły się pod dominacją sowiecką i stworzyć stację informacyjną, której programy nadawane na falach krótkich dotrą za żelazną kurtynę. Oczywiście oficjalnie wywiad USA nie przyznawał się do sprawstwa i finansowania radia. Organizowano natomiast tzw. Krucjatę Wolności, wielką publiczną zbiórkę pieniędzy w Stanach, mającą ukryć rzeczywiste finansowanie przez CIA.  Dziś wiemy, że zebrano kilkanaście milionów dolarów, co było sumą symboliczną, biorąc pod uwagę, że RWE miało oddzielne redakcje dla każdego z państw Układu Warszawskiego, a do słuchaczy z republik radzieckich skierowane było radio Swoboda.

"Będziemy mówili wam prawdę o wypadkach rozgrywających się w świecie, które sowiecki reżim chce przed wami ukryć, by zabić w was resztki nadziei. Będziemy mówili głośno to, czego społeczeństwo polskie wypowiedzieć głośno nie może, bo ma knebel na ustach" - zapowiadał dyrektor RWE, Jan Nowak-Jeziorański, w pierwszej audycji (3 maja 1951 r.). Jakim sposobem w Europie przeciętej granicznymi zasiekami, bez własnych korespondentów, nawet bez możliwości swobodnego telefonowania, radio miało dostarczać informacji z kraju, zwłaszcza wiarygodnych i świeżych?

Jan Nowak Jeziorański był emisariuszem rządu na uchodźstwie, łącznikiem AK, więc również na tym doświadczeniu opierał unikatowe metody pozyskiwania informacji. Jednym z ważniejszych źródeł informacji był Dział Ewaluacji i Analiz. Z kilkunastu biur terenowych RWE, rozlokowanych w stolicach Europy Zachodniej trafiały tam raporty z setek rozmów, jakie wysłannikom Radia udało się odbyć z ludźmi przyjeżdżającymi z Polski. Dokładnie analizowano wszystkie gazety wychodzące w kraju, także lokalne: od pierwszej strony, aż po sport i nekrologi. Radio miało swoich informatorów: poczynając od zwykłych ludzi, którym udało się wyjechać turystycznie lub służbowo, poprzez naukowców na stypendiach, aż po dostojników kościelnych. Nawet prymas Stefan Wyszyński, gdy podróżował do Watykanu zawsze planował kilkugodzinną przerwę w Wiedniu, by dyskretnie spotkać się z korespondentem RWE. Po kilku latach ten system funkcjonował tak doskonale, że to CIA korzystało z wywiadowczych informacji radia.

Z czasem zresztą żelazna kurtyna stawała się coraz cieńsza. Na początku za samo słuchanie Wolnej Europy groziło więzienie. Potem już tylko za współpracę. W czasach, gdy ja byłem studentem współpracującym z KOR (Komitet Obrony Robotników) w przypadku zatrzymania np. z ulotkami przez bezpiekę należało głośno wykrzyczeć swoje imię i nazwisko i numer telefonu w Warszawie: 39.39.64. Zawsze na ulicy znalazł się ktoś, kto zadzwonił na prywatny numer Jacka Kuronia, stamtąd wiadomość o zatrzymaniu była telefonicznie przekazywana na Zachód. Czasami wystarczyło 2-3 godziny, by informacja pojawiła się w RWE. Klawisz "na dołku" puszczał wtedy oko: "już nadali". I było wiadomo, że człowiek po 48 godzinach wyjdzie. Tak Wolna Europa chroniła demokratyczną opozycję.



Czyli miała realny wpływ na to co się dzieje w Polsce?

Wielki i niedoceniany. Gdy w połowie lat 50. komunistyczne władze zachęcały emigrantów do powrotu do Polski, RWE "podjęło temat". "A co z Polakami, którzy utknęli w Rosji Sowieckiej?" - pytało. I komuniści rzeczywiście podjęli akcję repatriacyjną. Do kraju wróciło ćwierć miliona ludzi.

Mówi się o roli RWE w październikowej odwilży. Po śmierci Stalina na Zachód uciekł wysoki funkcjonariusz UB Józef Światło. Na antenie ukazał się cykl jego audycji, w których obnażał on stalinizm. Może trudno tu mówić o roli sprawczej, ale z pewnością RWE "dołożyło cegiełkę". Współczesne rozgłośnie mogą tylko pomarzyć o takiej słuchalności. Mimo że RWE było systematycznie zagłuszane przez komunistyczne władze i ten odbiór, z szumami, trzaskami, zachodzącymi pasmami muzyki poważnej, nie był komfortowy, to słuchały go miliony ludzi. A w czasie przełomowych wydarzeń - dosłownie cała Polska. Dyrektor Nowak-Jeziorański miał dobre rozeznanie w wewnętrznej polityce i walkach frakcyjnych w partii i decydował, że RWE będzie mocniej atakować jednych, oszczędzając innych partyjnych działaczy. Zwalczał np. antysemicką frakcję Moczara.

Jerzy Giedroyć, redaktor naczelny paryskiej "Kultury" podkreślał, że RWE to nie tylko rozgłośnia polityczna, ale także instytucja kulturalna, która miała zapobiegać "sowietyzacji dusz". Jak realizowano tę część misji?

Można się przekonać samemu. Na portalu Radia Wolności dostępne są fragmenty wybranych audycji literackich, muzycznych, rozrywkowych Wolnej Europy z lat 1952-1994. Czapski, Gombrowicz, Tyrmand, Wierzyński, Herling-Grudziński, Miłosz, Rubinstein - to niektóre z tysięcy głosów, które zagościły przed mikrofonami Rozgłośni Polskiej. Opowiadali o swojej twórczości, czytali fragmenty utworów, pisali scenariusze słuchowisk. Jeśli ktoś chce posłuchać głosu Tyrmanda czy Hłaski - dziś ma taką możliwość. Na antenie było miejsce na kulturę wysoką: czytano książki ukazujące się w "drugim obiegu" i tłumaczenia najważniejszych dzieł literatury zachodniej, które nie miały szans ukazać się w kraju. Była też rozrywka: radiowe wodewile i kabarety polityczne - coś dla szerszych mas.

A muzyka?  Komunistyczne władze zarzucały Radiu Wolna Europa, że puszcza tę zachodnią, "zdegenerowaną", żeby przyciągnąć młodzież i "zatruć jej umysły".

W prasie partyjnej nazwano to strategią "sandwicza": przyciągnąć młodego odbiorcę dobrą audycją muzyczną, nadawaną pomiędzy dwoma blokami politycznymi, by zatrzymać go przed odbiornikiem właśnie na audycję polityczną.   Przeprowadzano   mnóstwo   wywiadów   ze   sławami   rynku muzycznego, realizowanych specjalnie przez korespondentów RWE - z ze wszystkimi   czterema   Beatlesami, z   Rolling   Stonesami, z   Louisem Armstrongiem, Tomem Jonesem, Charlesem Aznavourem. Były sprawozdania z festiwali, np. z San Remo albo Montreux. I oczywiście dużo dobrej muzyki - której, zwłaszcza na początku, nie oferowała żadna rozgłośnia w kraju. Na początku lat 60., a więc zaledwie 10 lat po uruchomieniu rozgłośni, biblioteka   muzyczna RWE liczyła 140 tys. płyt. Najnowsze nagrania największych sław trafiały na antenę zaraz po premierze, kilkadziesiąt godzin po ukazaniu się na rynku. To rzeczywiście była przemyślana strategia.

Portal "Radia Wolności" znajdziecie w serwisie Polskiego Radia

Rozmawiała: Luiza Łuniewska
Zdjęcia: Anna Jadaś



Do góry!